Legia Warszawa - lata udręki, przerywane krótkimi okresami nieuzasadnionej nadziei
Blog > Komentarze do wpisu

Marek "Nie rozmawiam o transferach" Jóźwiak mówi o transferach

Wywiad w "Polska the Times" już pewnie znacie (do przeczytania tutaj). Bardzo ciekawy wywiad.

Moją opinię o Marku Jóźwiaku też znacie. Nie jest aż tak ciekawa, ale można ją przeczytać na przykład tutaj.

Czyli mamy tezę ("Marek Jóźwiak musi odejść"), mamy antytezę ("Marek Jóźwiak nie musi odchodzić"), czas na syntezę. W pierwszym odruchu mam ochotę w ramach syntezy wzorem Majora Fydrycha narysować krasnoludka (co byłoby chyba odpowiednim komentarzem do sytuacji w Legii), ale spróbuję się z tym zmierzyć bardziej mainstreamowo - choćby żeby uczcić odejście Macieja Rybusa do Tereka Grozny.

1. Marek Jóźwiak: "Można sprzedawać, ważne jest, aby uzupełnić straty i utrzymać odpowiedni poziom sportowy drużyny".

I jak wam to idzie? No dobrze, ale nie uprzedzajmy faktów...

2. Marek Jóźwiak: "Ja obserwuję zawodników, później razem z trenerem składamy wniosek do zarządu w sprawie transferu. Pod tym się podpisujemy. A reszta jest w rękach zarządu. Wyszukujemy wolnych piłkarzy, którzy mają kartę zawodniczą na ręku i którzy zgodzą się na proponowaną przez nas gażę. Nie mam 200, 300 czy 400 tys. euro na zapłacenie za kogokolwiek. Tak to wygląda teraz".

Z powyższej wypowiedzi dowiadujemy się, że dyrektor sportowy twierdzi, że to nie jego wina, że Legia zamiast być mocniejszą, jest słabsza.

- Winne procedury i kryzys, nie ja! - mówi nam Marek Jóźwiak. - Pytajcie dyrektora finansowego - dodaje. - To nie ja zarządzam klubem - kończy.

3. Marek Jóźwiak: "W czerwcu być może się to zmieni. Bo to będzie zależało od bardzo wielu spraw, od tego, czy zdobędziemy mistrzostwo Polski, czy dostaniemy się do Ligi Mistrzów, czy może do Ligi Europejskiej, czy to wszystko będzie się kręciło".

A z tej z kolei wypowiedzi wynika, że Legia sprawdza, jakim najmniejszym nakładem można coś w piłce osiągnąć. Być może będą transfery - jeśli zdobędziemy mistrzostwo. Być może się wzmocnimy - jeśli awansujemy do Ligi Mistrzów.

Po pierwsze nie wierzę w te obietnice - kibice i dziennikarze to samo słyszeli po awansie do fazy pucharowej Ligi Europy. Zamiast wzmocnień są bardzo poważne osłabienia, a ja - jako kibic i dziennikarz - czuję się przez Legię oszukany.

Po drugie - eksperyment Legia prowadzi na ostro, jak badacz z dowcipu o wyrywaniu nóg musze. To właśnie robi Legia tej zimy: wyrywa sobie nogi. Pozbyła się Borysiuka, pozbyła Rybusa, ale cele pozostają niezmienne. Mistrzostwo, Liga Mistrzów, w najgorszym razie Liga Europy - sprawdzamy, ile nóg potrzebuje mucha do chodzenia. Wydajemy polecenia - "Mucho, idź!". W ciągu trzech miesięcy być może się przekonamy, że już po wyrwaniu dwóch nóg, mucha będzie kuleć. Ale może pójdzie?

A jeśli się okaże, że nóg do chodzenia zabraknie, zapiszemy we wnioskach - "Mucha ogłuchła".

4. Marek Jóźwiak (na pytanie o to, że przed Sportingiem miało być lepiej, a jest gorzej): Takie było założenie.

Było założenie, że osłabiacie skład i stawiacie przed nim mistrzowskie cele? Naprawdę?

5. Marek Jóźwiak: Jak słyszę od kibiców przeciwnych drużyn, że Jóźwiak to ch..., to nie razi mnie to, ale najgorzej, gdy nie masz wsparcia wewnątrz. Wśród ludzi, którzy ci powinni tego wsparcia udzielić. 

Ale dlaczego powinni? Panie dyrektorze, naprawdę ma Pan pretensje do kibiców i dziennikarzy, których od trzech miesięcy mamicie nas wizją wzmocnień, a potem opowiadacie bajki o mistrzostwie i Lidze Mistrzów po sprzedaniu dwóch kluczowych zawodników z pierwszego składu, że was nie wspierają?

Gdybyście od samego początku mówili - Pan także - że czasy są ciężkie, a pieniędzy nie ma - być może łatwiej byłoby nam dzisiejszą sytuację przełknąć. Gdybyście nie obiecywali, że nie sprzedacie i Borysiuka i Rybusa - nie dziwilibyśmy się, że jednak ich sprzedajecie. Gdybyście jasno komunikowali strategię i "założenia", nie musiałby Pan być teraz "rozgoryczony".

Pan umywa ręce - zarząd, dyrektor finansowy podejmują decyzje, a Pan tylko "składa wnioski". Teraz, gdy sytuacja wygląda dramatycznie mówi Pan...

6. Marek Jóźwiak: "Ja nie mam sobie nic do zarzucenia. Przedstawiłem listę zawodników, którzy mogli przyjść do klubu, którzy zaakceptowali nasze warunki. Ale nie dostaliśmy zgody".

Czyli przyznaje Pan, że Pana skuteczność jako dyrektora sportowego była żadna? Pana obowiązkiem - jako dyrektora, uwaga, sportowego - jest zapewnienie jak najlepszych warunków, uwaga, sportowych drużynie. Z tego zadania Pan się nie wywiązał. Legia do najważniejszych meczów ostatnich lat podchodzi znacząco osłabiona. Pan już od jakiegoś czasu nie jest zwykłym skautem, pan jest dyrektorem z dyrektorską pensją. Jeśli zawodnicy z listy nie zostali zaakceptowani przez zarząd, to znaczy, że lista była zła i trzeba było przedstawić inną.

A jeśli zarząd - do którego mam równie obszerną listę zastrzeżeń - powiedział, że nie zaakceptuje nic i nigdy, to po co listy? Czy nie było żadnych wyznaczników do poszukiwań, żadnych widełek płacowych, nic? Jeśli tak, to dlaczego nie wymógł Pan na zarządzie takich deklaracji?

7. Marek Jóźwiak: "Może przyjdzie taki czas, że ten żal się przeleje i wtedy wyłożę kawę na ławę. Na razie działam jeszcze bardzo spokojnie, licząc na zrozumienie władz klubu. Każdy, kto mnie zna, wie, że zawsze mówię to, co myślę. I jeśli w dalszym ciągu ta decyzyjność w klubie będzie wyglądała tak jak w tym okienku transferowym, to nie widzę poprawy na przyszłość". 

Ten wywiad jest bardzo ciekawy z kilku względów, ale głównie dlatego, że Marek Jóźwiak to pierwszy od lat pracownik Legii, który publicznie - i wcale nie delikatnie - rzuca wyzywanie władzom klubu i zarzuca im brak - chyba kompetencji. Na dodatek grozi, że to dopiero początek.

Nie podoba mi się to, że Jóźwiak przedstawia się jako ofiara, która "nie ma sobie nic do zarzucenia". Odpowiedzialność to jeden z elementów każdego kontraktu menedżerskiego. Ten alarm trzeba było podnosić wcześniej.

TYLKO DLA ORŁÓW - MAREK ZOSTAW SOKÓŁ BIJ NA FACEBOOKU.

poniedziałek, 13 lutego 2012, b.oh
Legia Warszawa
Komentarze
2012/02/14 17:07:12
To jest normalne, że klub taki jak Legia (czyt. polski klub a ambicjami, o budżecie, który w Europie może jedynie śmieszyć) MUSI sprzedawać zawodników.
I to nie jest problem, taka jest karma.

Nie jest normalne jednak, że kiedy jedni odchodzą, w ich miejsce nie przychodzą drudzy, o zbliżonym potencjale, wypełniający lukę, która powstanie po Borysiuku/Rybusie.

I skoro nie przychodzą, to mówimy otwarcie: "sorry, takie życie, albo się uda wygrać ligę, albo nie, ale sami zdecydowaliśmy, że to jednak nie jest priorytet, więc Panie Maćku, ten zapis w kontrakcie, że jak nie ma mistrza, to pan leci na bruk, to potraktujmy z przymrużeniem oka, bo sami Panu podcięliśmy skrzydła"

Oczywiście mżliwa jest również opcja, którą roboczo nazywam socjalistyczną: 'wiecie, rozumiecie, staralimy się, wytężalimy siły..".
Czyli rżnięcie głupa, że owszem, zależy nam i cele są niezmienne, przy jednoczesnym stosowaniu wzmiankowanej już tu strategii 'Mucha idź".