Legia Warszawa - lata udręki, przerywane krótkimi okresami nieuzasadnionej nadziei
Blog > Komentarze do wpisu

Do Prezesa Bogusława Leśnodorskiego i innych pracowników klubu, którzy nie są piłkarzami

legiunia

Refleksja mnie naszła, gdy wyszedłem z rehabilitacji - przy kortach Legii w letnim entourage'u siedział prezes Leśnodorski, okrzykami chwaląc kolejne wymiany, w których brał z kolei udział Tomasz Kłos. Kilka stolików dalej przy porannej kawie zebrała się hałaśliwa zgrana ekipa: Michał Żewłakow, Dominik Ebebenge, Tomasz Kiełbowicz i kilku innych panów, których nie poznałem. Nastrój na kortach był generalnie jak po awansie, a słońce grzało jeszcze trochę jak w lato, a trochę już jak na jesieni.

Tym się różnię od wielu kibiców, ekspertów, dziennikarzy, blogerów i komentatorów, że nie mam poczucia, że mógłbym coś robić lepiej, niż ludzie pracujący w Legii. Nie znalazłbym lepszych rozwiązań dla finansowania, niż robi prezes Leśnodorski, nie sprowadziłbym lepszych zawodników, niż Ebebenge z Żewłakowem. Nie wiedziałbym lepiej od Berga, co powiedzieć w szatni, gdy mistrzostwo 2015 przeciekało między palcami, nie krzyczałbym lepiej niż Hadaj, nie zarządzałbym bezpieczeństwem lepiej, niż ktotam zarządza bezpieczeństwem. Nie ogranąłbym się dobrze jako steward, rzecznik, ani kierownik drużyny - tak, nie wydaje mi się, że byłbym w czymkolwiek lepszy niż Marta Ostrowska: wyobrażam sobie, że popełniam dokładnie taki sam błąd, jak ona w meczu z Celtikiem. Tylko znacznie szybciej.

Nawet w branży w której pracuję i w której jestem dobry, nie zrobiłbym wielu rzeczy lepiej, niż jest to robione na Legii. Wczoraj, gdy na Żylecie kartoniada ułozyła się w napis w stu procentach spójny z oficjalną identyfikacją wizualną klubu - wydarzenie absolutnie bez precedensu - pomyślałem, że to jakiś mokry sen ludzi od marketingu i komunikacji. Każdy, kto choć odrobinę się na tym zna, powinien ściągnąć czapkę z głowy, a głowę pochylić, aby oddać szacunek zespołowi komunikacyjno-marketingowemu Legii. Jeśli nie byłoby innych, ten jeden moment świadczy o tym, że na Legii przynajmniej niektóre rzeczy idą we właściwym kierunku.

W całym moim świadomym oglądaniu Legii, tylko raz miałem wrażenie, że mógłbym coś robić lepiej niż jeden z jej pracowników. Mówię tu o byłym dyrektorze sportowym Marku Jóźwiaku, którego już nie ma w klubie, ku chwale ojczyzny.

Oczywiście permanentnie zajmuję się ocenianiem pracy ludzi Legii, głównie piłkarzy, ale nie tylko. Czuję się poniekąd sponsorem, jednym z kilkuset tysięcy, na dodatek z tej najpośledniejszej kategorii, której wkład w potęgę finansowa klubu odbywa się głównie przez oglądanie reklam w telewizji, płacenie abonamentu za NC+ i nakręcanie hype'u w internecie wokół firmowych eventów - mam tu na myśli mecze, a słowa "event" używam, by nie zapomnieć, że Legia koniec końców to prywatna firma i przynajmniej od czasu do czasu trzeba ją tak traktować. Jestem więc trochę sponsorem i trochę klientem, trochę wymagającym, a trochę machającym ręką i syczącym raz na jakiś czas pod nosem "a idźcie wy wszyscy w jasną cholerę".

Piszę to wszystko, żeby nakreślić kontekst. Jeszcze jedną częścią tego kontekstu jest, że wszyscy w Legii wykonujący jakąś odpowiedzialną pracę od prezesa w dół mają raczej fajną robotę, za którą - przynajmniej niektórzy - dostają bardzo przyzwoite pieniądze. Jako pośledni sponsor, klient i petent chciałbym, żeby pamiętali cały czas, jaką furę szczęścia mają, że tak im się w życiu ułożyło.

I w tym kontekście - nie wymądrzając się przesadnie, mam nadzieję - releksja mnie naszła, że wszyscy w Legii, którzy wykonują jakąś odpowiedzialną pracę, de facto mają jedno jedyne zadanie przed sobą (nie obowiązek - tak jak pisałem, Legia to prywatna firma i nic mi do obowiązków jej pracowników) - być coraz lepszymi. Naprawdę, panie Prezesie, panowie dyrektorzy, panie trenerze, pani rzecznik i wszyscy dokoła: nie ważne jacy jesteście dziś. Nie jesteście tak dobrzy, jak Wasz ostatni mecz. Jesteście tak dobrzy, jak Wasz następny mecz i następny tydzień i następny rok. Nie powinny Was bardzo interesować wyniki, powinny Was interesować wyłącznie trendy. Tylko w ten sposób zasłużycie na to szczęście i na te pieniądze, które Wam się trafiły.

Bo ja - podobnie jak wielu kibiców, ekspertów, dziennikarzy, blogerów i komentatorów - nie zrobiłbym tego, co robicie lepiej od Was. Znaczą część rzeczy zrobiłbym znacznie gorzej. Ale po pierwsze - są na świecie ludzie, którzy jednak to robią lepiej. Po drugie - są ludzie, którzy wciąż robią to gorzej, ale cały czas się rozwijają. Jeśli dziś jesteście w tym samym miejscu, co rok temu, jeśli za rok będziecie w tym samym miejscu, w którym jesteście dziś - każdy z Was indywidualnie i wszyscy razem jako zespół - to mi się nie będzie nawet chciało włączać internetu, żeby sprawdzić wyniki sportowe. Mistrzostwo, czy nie - wszystko jedno.

I możecie powiedzieć - bez łaski, poradzimy sobie bez ciebie. Pewnie, że sobie poradzicie. To jednak nie zmieni faktu, że Wasza stagnacja będzie Waszą największą porażką.

A przecież życzę Wam jak najlepiej.

 

 

 

piątek, 28 sierpnia 2015, b.oh
Legia Warszawa

Polecane wpisy