Legia Warszawa - lata udręki, przerywane krótkimi okresami nieuzasadnionej nadziei
RSS
niedziela, 12 kwietnia 2015

berg

Na Twitterze ponabijałem się z Lecha po remisie z Koroną, ale było nie było, odrobił Kolejorz jeden punkt do Legii, a biorąc pod uwagę, że w dwumeczu Arkadiusz Malarz zorganizował poznaniakom zwycięstwo (tak, jego obwiniam o tę porażkę - jak można wyjść do piłki tak, że zabrakło co najmniej pięciu metrów?), to przewaga Legii wynosi obecnie jeden niewiele wart punkcik.

Legia niby wciąż gra o mistrzostwo, ale mam wrażnie - wnioskując po wypowiedziach piłkarzy, a przede wszystkim Berga - że na Łazienkowskiej wciąż wielu osobom się wydaje, że walka idzie o styl, w jakim tytuł zostanie zdobyty, a nie o sam tytuł. Tymczasem w Poznaniu trochę szybciej się zorientowali, że prowadzenie po 30 kolejkach to nie tylko kwestia prestiżu, ale też trzeci mecz na własnym terenie, co ma niebagatelne znaczenie dla ostatecznego układu. Oni chcą do Warszawy jechać tylko raz i to na Narodowy, a nie na Ł3.

A ja po przegranej w Gdańsku 0:1 (obecny sezon do sezonu Skorży 2012 porównywałem już trzy tygodnie temu, więc odpuśćcie, zawsze będzie za mną), przeczytaniu wszystkich melancholijno-dowcipno-błyskotliwych ćwierknięć prezesa Leśnodorskiego puszczanych z autokaru (Darku, siedzisz koło mnie, nie myśl na głos...) i solidnym wyspaniu się na mazowieckiej wsi, postanowiłem Was z głębi serca ostrzec: zacznijcie przyzwyczajać się do myśli, że nie będzie Ligi Mistrzów, nie będzie trzeciego mistrzostwa z rzędu, a koronację będą świętować gdzie indziej, wprawdzie śpiewając piosenki o Legii, ale nie takie niewinne, jakbyście sobie życzyli. Zacznijcie się przyzwyczajać, bo za długo siedzieliście, bracia po szalu, w ciepełku, które biło od "dominatorów" i "hegemonów" z Łazienkowskiej, uwierzyliście - jak owi "dominatorzy" i "hegemoni" - że tytuł zdobędzie się sam. Zacznijcie się przyzywczajać, bo to jest Legia i tu nigdy nic nie jest dane raz na zawsze, nie ma takiej przewagi (piłkarskiej, biznesowej, matematycznej), której ten klub nie jest w stanie roztrwonić.

Zacznijcie się przyzwyczajać - najwyżej będziecie miło rozczarowani.

Bo może Vrdoljak okaże się (znowu - ja pamiętam tego karnego dwa lata temu) kapitanem z prawdziwego zdarzenia i obudzi Legię ze snu. Może Sa dźwignie ciężar odpowiedzialności i zacznie strzelać także bramki kluczowe, czyli takie, które dają punkty, a nie tylko statystyki. Może Berg, nie przestając głaskać piłkarzy przed mediami, w szatni zrobi jedną, czy drugą suszarkę, jakie na pewno widział i słyszał w wykonaniu swojego Mistrza, co okaże się zbawienne dla morale w szatni. Może Duda porozmawia ze swoim ojcem, który do tej pory zawsze służył radą, i usłyszy "Synu, do prawdziwej wielkości brakuje ci tyle, co Frodo do Mordoru w pierwszym rozdziale pierwszego tomu". Może ten kryzys, który trwa przecież od pierwszego meczu z Ajaksem, w końcu się skończy, jak wszystkie kryzysy do tej pory.

Bo o ile porównania do sezonu 11/12 są w pełni uprawnione - porażka w Europie, eksodus tuż przed rozpoczęciem rundy, ogromne oczekiwania i nieszczęsne 0:1 w Gdańsku - o tyle jest zasadnicza różnica. Skorża ograł Śląsk 4:0 i Ruch 2:0, a skończył i za Śląskiem i za Ruchem (ale przed Lechem, jak prawie zawsze) - inaczej mówiąc zaczął z wysokiego C, a skończył oktawę niżej. Legia Berga natomiast nie pokazała na wiosnę jeszcze nic ciekawego, nie dmuchnęła w kibiców optymizmem w 2015 ani razu. A przecież w końcu będzie musiała. Taki jest futbol, bloody hell.

Jeśli jednak tego nie zrobi, to naprawdę nie będę żałował straconego tytułu. Wielokrotnie pisałem, że mnie nie interesuje jedno, czy drugie mistrzostwo, a jedynie Wielka Legia. Tytuł zdobyty słabością innych, a nie wywalczony potem, mozołem, krwią i łzami, będzie wart niewiele.

Tak czy owak - jeszcze kawał sezonu przed nami i wszystkie powyższe rozważania nie są warte funta kłaków.

piątek, 27 lutego 2015

1. Piłka nożna nie polega na strzelaniu goli i wygrywaniu meczów. Piłka nożna polega na strzelaniu goli i wygrywaniu, przegrywaniu, albo remisowaniu. I choć niejeden z filozofów futbolu tę prawdę dawno wypowiedział, to wciąż nie dociera ona do wielu - na przykład do tych, którzy porażkę z Ajaksem nazywają "kompromitacją". Gdyby to spotkanie rozegrać tysiąc razy (z dogrywką i karnymi), to Legia wygrała by może 300, może 400 z nich, drugie tyle by przegrała, a resztę przegrałaby wyraźnie i z rozmachem. W piłkarskiej loterii nieszczęśliwie trafił się los z trzeciej puli - to jest jednak tak naturalna kolej rzeczy, że ja nie umiem się denerwować, choć sam byłem napompowany oczekiwaniami i dobrymi myślami przed meczem. Kompromitacja jest wtedy jak odpadasz ze Stalą Sanok, wystawiasz nieuprawnionego zawodnika, albo gdy demolujesz stadion w Wilnie. 0-3 z Ajaxem to wysoka porażka po słabej grze i niewiele więcej.

Naprawdę - najciekawsze w Legii jeszcze przed nami. Drużyna jest przemotywowana - dwie czerwone kartki w pięciu meczach i trzy kolejne ewidentne, które sędziowie z niewiadomych przyczyn odpuścili (dwie Astizowi, jedną Guilherme), trzy żółte w 30 minut meczu z Ajaksem. Zero zwycięstw, dwa gole strzelone, osiem straconych. A tu puchar do zdobycia, mistrzostwo do obronienia, Radovicia nie ma, Kuciak się gubi, Duda wróci słabszy. Chcieliśmy Berga sprawdzić w czasie kryzysu - no to dzień dobry, nazywam się Rzeczywistość, a to moja maczuga. Bo zbierać się trzeba szybko, bez zastanawiania się, kto jest fatalny, "co zawiodło" i "a czemu ja nie gram".

2. Skoro już o Radoviciu mowa - pisałem na twitterze, że jedyna robota, której nie rzuciłbym dla sześciu baniek, to robota za siedem baniek. Jeśli już o coś mam od Serba pretensje (ale nieduże) to o tekst "chyba Rado się należał występ w Amsterdamie". Pomijając, że nigdy nie rozumiałem, dlaczego piłkarze wypowiadają się o sobie w trzeciej osobie, to należał mu się tort, porządna whisky na drogę, proporczyk i ewentualnie gablotka w klubowym muzeum, a nie występ w ważnym spotkaniu.

Piłkarsko odejście Radovicia pewnie zaboli, ale podejrzewam, że mniej, niż się niektórym wydaje. Jesienią w lidze strzelił pięć goli, ale tylko dwa kluczowe (ze Śląskiem), pozostałe na 3-0, 3-0 i 2-0, trzy asysty też o znaczeniu raczej statystycznym, niż strategicznym. Oczywiście w Europie wartość Serba była ogromna, ale Legii w Europie już nie ma. A za nim ktoś zada pytanie, czy z Radoviciem udałoby się przejść Ajax, proszę, żeby najpierw przekonująco odpowiedział, czy gdyby Vrdoljak strzelił choć jednego karnego z Celtikiem, to gralibyśmy w Lidze Mistrzów. Ot, wróżenie z fusów

Nie chcę Was przekonywać, że Rado tak naprawdę był średnim piłkarzem, albo przereklamowanym. Był świetny. Jeśli ktoś czyta regularnie "Projekt Wielka Legia", to wie, że odszedł właśnie w momencie, gdy odpuściłem kampanię pt. "Lepszy już nie będzie, sprzedawać!". Widzę potencjalne problemy po tym transferze, ale przede wszystkim widzę potencjalne możliwości. Legia była zabetonowana Radoviciem, czego najlepszym przykładem Sa, piłkarz, który w każdym innym klubie ekstraklasy byłby wielką gwiazdą, a w Warszawie musiał ciągle walczyć o pierwszy skład. Teraz trzeba wymyśleć nowe schematy w ataku, z Orlando, Masłowskim i Dudą - z Serbem w składzie tej innowacyjności brakowało, bo on zapewniał komfort i bezpieczeństwo. Piłka nożna robi się ekscytująca, gdy drużyny ze strefy komfortu wychodzą. Nie wiem jak Wy, ale ja się już na to cieszę.

A półtora miliona euro piechotą nie chodzi.

 

piątek, 28 listopada 2014

1) Chcecie być wysoko w lidze chuliganów? (śmiech)

Bez tego też sobie chłopaki chyba radzą (śmiech).

(Bogusław Leśnodorski w rozmowie z Krzysztofem Stanowskim i Tomaszem Ćwiąkałą, Weszło.com, 27.11.14)

2) Najgorsze dla Legii chyba jest odpalenie pirotechniki i rasistowskie okrzyki na samym meczu.

Race to w tej chwili najmniejszy problem. Dostaniemy pewnie za nie karę finansową. Gorzej z tymi rasistowskimi okrzykami. Nie krzyczeli wszyscy. To była garstka kibiców. Straszny wstyd. Poniesiemy konsekwencje tej głupoty.

(Bogusław Leśnodorski w rozmowie z Bartłomiejem Kubiakiem, Legia.sport.pl, 28.11.14)

Mi się już nawet nie chce tłumaczyć i wykazywać związku między poklepywaniem po plecach chuliganów (śmiech), a karami za rasizm. Jak jesteś prezesem i chcesz być brat-łata, to potem się nie dziw, że niczego nie jesteś w stanie wyegzekwować.

sobota, 15 listopada 2014

To nietypowa pora na III edycję Projektu "Wielka Legia", ale jedna z ostatnich w 2014 roku. W tym jedynym w swoim rodzaju rankingu, podobnie jak w jego dwóch poprzednich edycjach [2011, 2013], oceniam piłkarzy pod kątem ich przyszłości w Legii. Każdy zawodnik, stając przed jednoosobową komisją, od której werdyktu nie ma odwołania, musi odpowiedzieć na dwa pytania: "czy przydam się Legii w najbliższym czasie?" oraz "co jestem w stanie zrobić, żeby Legia była wielką?".

Wielka Legia to koncept popularny i przywoływany dość często, nie tylko przeze mnie. Chodzi tu o drużynę, która w dającej się przewidzieć przyszłości będzie reglarnie zdobywała mistrzostwo Polski, jednocześnie dając gwarancję jakości w europejskich pucharach, z Ligą Mistrzów włącznie. Każdą decyzję trenera, sztabu i właścicieli oceniam od lat przez ten pryzmat - czy zbliżamy się do Wielkiej Legii, czy oddalamy?

Ranking do tej pory publikowany był w przerwie między sezonami, ale w tym roku się nie wyrobiłem, dlatego korzystam z tej mikroprzerwy między rundami sezonu zasadniczego. W ocenach niezmiennie odwołuję się do "przyszłego sezonu", który jednak w tej edycji należy rozumieć jako najbliższe 12 miesięcy. Edycja 2015 - trzymajcie kciuki - wróci jednak do pierwotnego terminu.

DUSAN KUCIAK (POPRZEDNI RANKING: Przyszły sezon - TAK, Wielka Legia - WĄTPIĘ, ŻEBY DOTRWAŁ). Słowak rozgrywa najsłabszy sezon od kiedy przyszedł do Legii, liczbę zawalonych w spektakularny sposób bramek od sierpnia chyba podwoił. Sytuacja Kuciaka jest o tyle trudniejsza, że przy okazji rozkręcił dwa otwarte konflikty z kolegami drużyny (z Rzeźniczakiem i Brzyskim), przed konsekwencjami których chroniła go dotychczasowa wybitność. Która gdzieś wyparowała - z najlepszego bramkarza ligi zrobił nam się bramkarz niepokojący.

Mi konflikty w drużynie nie przeszkadzają, póki wszyscy zachowują się jak dorośli profesjonaliści, a gra na tym nie cierpi. Kuciakiem jednak się martwię, bo uważam, że to bramkarz na Ligę Mistrzów, a nie wiem, czy ten przedłużający się spadek formy - zamiast serii meczów bezbłędnych, mamy przeplatankę występów świetnych z dziwacznymi - się utrwali, czy po prostu minie. Tak czy siak, o ile półtora roku temu po Słowaka ustawiały się kolejki, tak teraz wszystko ucichło, co akurat klubowi może wyjść na dobre. Jeśli tylko dołek nie okaże się zbyt głęboki. Przyszły sezon - TAK, Wielka Legia - TRZYMAM KCIUKI.

KONRAD JAŁOCHA (POPRZEDNI RANKING: nieklasyfikowany). Z bramkarzami w Legii jest tak, że są, byli i będą świetni i tylko od czasu trafi się jakiś Antolović czy Skaba. Nie zamierzam się wymądrzać, pogodziłem się już dawno z tym, że Dowhań wie lepiej. Jałocha będzie grał - fajnie, nie będzie grał - przeżyję. Zdaję sobie jednak sprawę, że my tu gadu-gadu, a Jałocha jeszcze nie puścił bramki w lidze  (303 minuty), mimo że - choćby w meczu z Pogonią - łatwo nie było. Martwi mnie jednak bramka, która zabrała Legii Superpuchar. Tu bramkarzowi nie zdarzył się głupi błąd, zabrakło refleksu i zwinności. A bez nich w tym fachu ani rusz. Przyszły sezon - ŁAWKA, Wielka Legia - NIE MAM POJĘCIA.

DOSSA JUNIOR (POPRZEDNI RANKING: nieklasyfikowany). Tak długo tłukłem na Twitterze różnym dziennikarzom do głowy, że Dossa ma fenomalną umiejętność dochodzenia do sytuacji strzeleckich połączoną z nieprawdopodobną nieskutecznością, że w końcu to sami zauważyli. "Minimalnie Niecelnie" stało się w końcu jego oficjalnym przydomkiem, choć odnotować trzeba bramki i de facto punkty zdobyte ze Śląskiem i Lechem.

W defensywie jednak nie chodzi o strzelanie bramek, ani tym bardziej o "prawie strzelanie bramek". I tu, przyznaję, mam z Dossą kłopot. Niby wszystko dobrze, niby pewnie i pod kontrolą, ale co chwila trafia mu się jakiś dziwny farfocel, z którego niby nie ma konsekwencji, ale zadra w pamięci zostaje. Tak sobie myślę, że w Wielkiej Legii pierwszy obrońca musi grać lepiej. Przyszły sezon - TAK, Wielka Legia - ŁAWKA.

IGOR LEWCZUK (POPRZEDNI RANKING: nieklasyfikowany). O ile rozumiem logikę stojącą za tym transferem, o tyle nie ma wątpliwości, że się nie udał. Ja nie chcę słuchać o okresie adaptacyjnym i zdaje się nawet Igor Lewczuk nie chce o nim słuchać. Więc tak jak wspieram sprowadzanie wyróżniających się zawodników Ligi na Łazienkowską, tak Lewczuka na razie skreślam. Przyszły sezon - NIE, Wielka Legia - Nie.

MATEUSZ WIETESKA (POPRZEDNI RANKING: nieklasyfikowany). Dla młodego zaciągu trzeba by wymyślić jakąś osobną punktację. Pojawiają się i znikają w pierwszym składzie, każdy z dużą taryfą ulgową, każdy podobno z potencjałem, ale "ekstraklasa to jednak zupełnie inny poziom". W rezerwach w tym sezonie dzieją się jakieś przedziwne rzeczy, za którymi nie nadążą nawet Jacek Magiera, więc tam również nie znajdziemy odpowiedzi na pytanie "no to co, będą z nich ludzie?".

Jako punkt dla młodych piłkarzy odniesienia przyjmuję Furmana i Łukasika, którzy weszli najpierw do składu, potem do jedenastki z rozmachem i pewnością siebie, które - mniej więcej - mnie absolutnie satysfakcjonowały (że potem poszło jak poszło, to już inna sprawa). I w tym sensie Wieteska, choć nawet jak na młodziaka młodziutki, mojego serca nie podbił. Pamiętam go z błędów i czerwonej kartki w niesławnym meczu z tomaszowską Lechią. Obrońcy mogą dojrzewać dłużej, Wieteska na pewno dostanie jeszcze szanse, zarówno od Berga, jak i ode mnie, ale ognia w tym na razie nie ma. Przyszły sezon - REZERWY, Wielka Legia - BRAK DANYCH.

INAKI ASTIZ (POPRZEDNI RANKING: Przyszły sezon - TAK, Wielka Legia - RACZEJ NIE). Nic mnie tak nie zniechęca do robienia tego rankingu, jak konieczność oceniania Hiszpana. O jego rozsądnej i spokojnej grze nikt nie powiedział nic ciekawego od 7 lat, ale w tym czasie Astiz miał swój odczuwalny udział w dwóch mistrzostwach i czterech pucharach. Doceniam, naprawdę, jednak niedawny błąd z Pogonią moim zdaniem świadczy o tym, że jego czas na Łazienkowskiej powoli się kończy. Przyszły sezon - ŁAWKA, Wielka Legia - Nie.

TOMASZ BRZYSKI (POPRZEDNI RANKING: Przyszły sezon - ŁAWKA Z KONIECZNOŚCI, Wielka Legia - NIE). W tym sezonie już 7 asyst, na dodatek zdobytych z grymasem na twarzy powodowanym kontuzją i brakiem sensownego zastępstwa, zwłaszcza po odejściu Wawrzyniaka. Przewidywałem, że kontrakt z Brzyskim nie będzie przedłużony, pomyliłem się, dostał w prezencie dwa następne lata pensji. Nie da się nie szanować gościa, który wszedł w drużynę bez fajerwerków, zacisnął zęby, wygryzł reprezentanta Polski ze składu, ganiał w każdym meczu od linii do linii i nie dał się udusić własnemu bramkarzowi.

Wygryzł z zaciśnietymi zębami... Hmm... Nieważne.

Ale - piłkarsko lepiej nie będzie. Prawdopodobnie będzie gorzej. Może nie dużo gorzej, ale gorzej. Przez te dwa lata Brzyski miał jedną rundę świetną, jedną dobrą, jedną przeciętną i jedną kompletnie nieudaną. To zupełnie przyzwoity wynik, jednak nierokujący. Już w poprzednim rankingu sugerowałem, że może warto Brzyskiego zostawić w klubie na "po zawieszeniu kariery na kołku", dziś wciąż myślę, że to chyba niegłupi pomysł. A przed kołkiem i zawieszaniem jeszcze trochę grania będzie. Przyszły sezon - TAK Z TENDENCJĄ DO ŁAWKI, Wielka Legia - NIE.

BARTOSZ BERESZYŃSKI (POPRZEDNI RANKING: Przyszły sezon - TAK, Wielka Legia - BARDZO MOŻLIWE). Żywy dowód na to, jak ważne jest pierwsze wrażenie. Przyszedł, wymiótł, potem wpadł w przyzwoitą przeciętność, ale wciąż jedzie na opinii utalentowanego. Ja ten talent nadal widzę i wciąż mam oczekiwania, wystarczy im jedynie sprostać. Nie bez znaczenia jest fakt, że w te mecze, które powinny być dla niego najtrudniejsze wychodzą mu najlepiej (z Lechem), co pośród innych faktów świadczy, że chłopak w głowie klocki ma poukładane fachowo. Myślę, że nie przejdzie do historii wyłącznie jako ten, który wyeliminował Legię z Ligi Mistrzów. Przyszły sezon - TAK, Wielka Legia - WCIĄŻ NA DOBREJ DRODZE.

JAKUB RZEŹNICZAK (POPRZEDNI RANKING: Przyszły sezon - TAK, Wielka Legia - TO BARDZO ZALEŻY). W poprzednim rankingu było tak: "Czy już osiągnął swój maksymalny poziom? Czy stać go na to, aby być jeszcze lepszym piłkarzem? Bo musi, jeśli Legia ma wiązać z nim poważne plany". No właśnie. Jeśli porównamy wiosnę z jesienią, to lepiej nie jest na pewno. Z niepokojem obserwuję kolejne niedociągnięcia w lidze i zastanawiam się, dlaczego w Europie wygląda to tak dobrze? Rzeźniczak całą swoją karierą pokazywał, że krok po kroku, ciężką pracą, można wykuć z siebie nie tylko piłkarza, ale Pana Piłkarza, z którym trzeba się liczyć i w lidze i w pucharach. Talentu więcej już mieć nie będzie, umiejętności też prawdopodobnie nie. To, gdzie Rzeźniczak może rosnąć i gdzie rosnąć może wciąż jego przydatność dla Legii, to doświadczenie. Ale takie, które przełoży się na jeszcze mniej indywidualnych błędów i jeszcze większą siłę w szatni - nazwijmy ją drużynotwórczą. Rzeźniczak jest jak rower - jeśli nie będzie poruszał się do przodu, to upadnie. Przyszły sezon - TAK, Wielka Legia - WCIĄŻ BARDZO ZALEŻY.

ŁUKASZ BROŹ (POPRZEDNI RANKING: nieklasyfikowany). Broź samodzielnie broni decyzji o kupowaniu Lewczuków tego świata. Tak, ma sens kupowanie wyróżniających się piłkarzy ekstraklasy. Niektórzy z nich - pewnie większość - w Legii upadną, ale inni - jak Broź - dojrzeją, wykorzystają szansę, w mistrzowskim otoczeniu pokażą mistrzowską klasę. Może nie zapewnią Legii Ligi Mistrzów, ale i w ekstraklasie i Lidze Europy zapewnią wymagane minimum jakości. Nagroda za największy progres w ostatnich 12 miesiącach przyznana jednogłośnie. Nie tylko dlatego, że głosowałem tylko ja.

Jak jednak wśród dziesiątek Lewczuków tak wynajdywać nielicznych Broziów i Brzyskich tak, żeby nie trafiać broń Boże na Piechów? To jest zagadka na którą nie mam odpowiedzi. Przyszły sezon - TAK, Wielka Legia - NIE.

GUILHERME (POPRZEDNI RANKING: nieklasyfikowany). Nie grał dużo, ledwie 7 meczów od lutego (za to w trzech różnych rozgrywkach, w tym ani razu w rezerwach), a i tak wszyscy są zachwyceni. To dopiero sztuka. Z tak niewielkiej próbki trudno wyciągnąć daleko idące wnioski, ale na pewno dodatkowym plusikiem jest to, że wszystkie Legia wszystkie te mecze wygrała, tracąc zaledwie 3 bramki. Zmuszanie Brzyskiego do grania na lewej obronie mimo dużych kłopotów ze zdrowiem pokazuje, jak deficytowym towarem są lewi obrońcy, a lewi obrońcy z odrobiną talentu w grze do przodu to już w ogóle. Jeśli do tego dołożymy śmieszną cenę, za jaką trzeba Brazylijczyka odkupić, to pozostaje jedynie zacytować klasyka: "Brać go!". Przyszły sezon - TAK, Wielka Legia - PRZYSZŁY SEZON POKAŻE.

TOMASZ JODŁOWIEC (POPRZEDNI RANKING: Przyszły sezon - BLISKA ŁAWKA, Wielka Legia - RACZEJ NIE). Jak to nagroda za największy progres już przyznana? Co to ma znaczyć? A kto ją przyznał? Ja? Kurde.

Z zawodnika, który miał być wsparciem pierwszej druzyny, stał się jej kręgosłupem i mózgiem jednocześnie. Po latach grania w nieznaczących meczach reprezentacji, w końcu dostał szansę w walce o duże stawki i od razu zaliczył zwycięstwo z Niemcami. Sam wybieram go do trójki najważniejszych ogniw mistrzowskiej wiosny 2014. Gdyby ktoś mi kazał teraz wybierać między nim, a Vrdoljakiem, to nie zastanawiałbym się nawet sekundy.  Przyszły sezon - TAK, Wielka Legia - KEEP UP THE GOOD WORK.

ONDREJ DUDA (POPRZEDNI RANKING: nieklasyfikowany). Berg najpierw mówił, że to jeden z najbardziej utalentowanych zawodników swojego pokolenia w Europie, potem zmienił zdanie - teraz to już po prostu numer jeden na kontynencie. Za mało znam dziewiętnastolatków, żeby wchodzić w polemikę, ale takiego piłkarza w tym wieku jeszcze w Polsce nie widziałem - zdarzają się młode gwiazdy, które zachwycają swoimi umiejętnościami, ale młode gwiazdy, które świecą nie tylko swoim blaskiem, ale też ciągną w górę całą drużynę, na dodatek nie w jednym, czy dwóch meczach, ale regularnie, nie tylko w lidze, ale też pucharach - cóż, gdy Duda odejdzie, prezes Leśnodorski będzie musiał długo wycierać łzy banknotami, które Legia dostanie za Słowaka. Przyszły sezon - TAK, Wielka Legia - WIELKA LEGIA ZOSTANIE SFINANSOWANA Z PIENIĘDZY ZA SPRZEDAŻ DUDY.

MATEUSZ SZWOCH (POPRZEDNI RANKING: nieklasyfikowany). Przemyka mi po obrzeżach percepcji, dokładniej obejrzałem go tylko przez 45 minut z Pogonią. Nie dźwignął, Legia po przerwie wyszła bez Szwocha w składzie i rozpoczęła nawałnicę, którą rywal przetrwał tylko dzięki temu, że sam w przerwie złożył czarnego koguta w ofierze siłom ciemności. Legia ze Szwochem, a Legia bez Szwocha to były dwie zupełnie różne Legie. Wiem, że materiału do oceny nie mam dużo, ale na podstawie czegoś trzeba oceniać. Przyszły sezon - REZERWY. Wielka Legia - NIE ZAPOWIADA SIĘ.

MICHAŁ KUCHARCZYK (POPRZEDNI RANKING: Przyszły sezon - OSTATNIA SZANSA, Wielka Legia - NAJPIERW PRZYSZŁY SEZON). Znowu go lubię, tak jak lubię wszystkich piłkarzy, którzy dają drużynie maksimum tego, co mają. Lubię też piłkarzy, którzy mają coś do udowodnienia i dają radę, wychodząc z dołka, zaciskając zęby i za włosy wyciągając się z bagna przeciętności i bezradności. Wybitnym piłkarzem Kucharczyk już nie będzie, ale solidnym ligowcem - jak najbardziej. Mocnym, szybkim, zdecydowanym. Nie da się od niego zaczynać ustalania składu, ale w wielu sytuacjach na nim można kończyć. Przyszły sezon - TAK, Wielka Legia - ŁAWKA.

JAKUB KOSECKI (POPRZEDNI RANKING: Przyszły sezon - TAK, Wielka Legia - NIE). Tak jak Kucharczyk wyszedł z kryzysu, tak Kosecki w swoim kryzysie utknął. Gdyby znikł w tej chwili z drużyny, pewnie byśmy nawet nie zauważyli, a mowa tu o piłkarzu, który w 2013 dał Legii tytuł. Być może na całą sytuację wpływ ma fakt, że jest Kosecki najbardziej poobijanym piłkarzem ligi, nieszczęśliwe połączenie szybkości z brakiem gabarytów sprawiło, że na jego łydki, kostki i achillesy trwa regularne polowanie. Kontuzja kręgosłupa to też nie jest coś, co po prostu mija. Dlatego nie jestem optymistą. Przyszły sezon - ŁAWKA, Wielka Legia - NIE.

IVICA VRDOLJAK (POPRZEDNI RANKING: Przyszły sezon - TAK, Wielka Legia - TAK). Od początku kariery Chorwata na Łazienkowskiej, promuję go do Wielkiej Legii. Chyba jednak czas przestać. Nie dlatego, że się nie nadaje, ale dlatego, że bez zwiększenia siły w środku pola, Wielką Legię będziemy mogli ogłaszać tylko na koszulkach i szalikach. To oznacza, że kogoś z dwójki Vrodljak - Jodłowiec trzeba posadzić na ławce, znajdując zastępstwo zwiększające ofensywną moc. Ja sadzam Vrdoljaka, jednocześnie doceniając zasługi i licząc na niego w kontekście rotacji składem. Przyszły sezon - TAK, Wielka Legia - ŁAWKA.

HELIO PINTO (POPRZEDNI RANKING: nieklasyfikowany). Takim zastępstwem dla Vrdoljaka mógłby być Pinto. Gdyby tylko był lepszy w piłkę... To jest typ piłkarza, którego Legia potrzebuje od zawsze - nazwijmy go box-to-box, nazwijmy 50/50, zdefiniujmy jako solidnego w defensywie i kreatywnego w ataku jednocześnie, ogarnijmy zarówno statystyki odbiorów, jak i asyst. Myślę, że właśnie na tej pozycji rozegra się najważniesza walka Legii o prawdziwą wielkość. Niestety, z Pinto w składzie będzie to walka przegrana, może nawet nie przez brak umiejętności, ale przez brak charakteru. Przyszły sezon - ŁAWKA, Wielka Legia - NIE.

ROBERT BARTCZAK (POPRZEDNI RANKING: nieklasyfikowany). Jeśli próbka Wieteski i Szwocha była mała, to w wypadku Bartczaka jej w zasadzie nie ma. Dwa mecze, oba poprawne, ale oba jako część eksperymentu, a nie uzupełnienie składu. Polegając jedynie na instynkcie oceniam jednak potencjał włocławianina na minimalnie większy, niż Wieteski. Takie oceny są jednak warte tyle, co żal po tym, że Milik nie trafił do Legii. Przyszły sezon - ŁAWKA, Wielka Legia - BRAK DANYCH.

KRYSTIAN BIELIK (POPRZEDNI RANKING: nieklasyfikowany). W moim rankingu rezerwistów zdecydowanie najwyżej. Wprawdzie nie dał rady z Piastem, ale z Koroną już zdecydowanie tak - niektórzy typowali go wręcz na gracze meczu, co 16-latkom nie zdarza się zbyt często. Ze wszystkich młodych zagadek Legii, rozwiązania tej jestem najbardziej ciekawy. Przyszły sezon - ŁAWKA, Wielka Legia - BRAK DANYCH, ALE...

MIROSLAV RADOVIĆ (POPRZEDNI RANKING: Przyszły sezon - NIE/ŁAWKA, Wielka Legia - NIE). Aaaa, dajcie mi spokój. Ja nie wiem, ile jeszcze może trwać ta wysoka forma Serba, wydaje mi się, że niewiele dłużej, ale podobnie wydawało mi się rok i dwa lata temu. Sprzedać się go za duże pieniądze nie da (taki miałem plan w pierwszej edycji rankingu), posadzić na ławce nie wypada (taki z kolei był plan w edycji drugiej).  Radović rozwinął się szybciej niż cała Legia, podczas gdy cała drużyna powoli pnie się w górę, on zrobił w ostatnich latach dwa duże skoki, nie jest już ważnym graczem, jest graczem kluczowym, może jeszcze nie legendą, ale w legendarności przededniu - wystarczy tylko poprowadzić Legię do trzeciego tytułu z rzędu. To jest w jego zasięgu. A co dalej? Ja już nie mam pomysłów. Przyszły sezon - TAK, Wielka Legia - ŁAWKA, A POTEM PRACA W KLUBIE.

MICHAŁ ŻYRO (POPRZEDNI RANKING: Przyszły sezon - ŁAWKA, Wielka Legia - NIE). Tak jak go nie lubię i nie cenię, o czym wielokrotnie pisałem, tak oddaję hołd ostatnim miesiącom, w czasie których prawie mnie przekonał do swojej gry. Prawie. Bo dojrzewanie piłkarza to zawsze bolesny proces, a ja nie bardzo rozumiem, dlaczego to mnie ma boleć, a nie samego zawodnika. Plan? Sprzedawać! Sprzedaje się na górce, lepszej ceny już nie będzie. Przyszły sezon - SPRZEDAWAĆ! Wielka Legia - JESZCZE GO NIE SPRZEDALIŚCIE?

ŁUKASZ MONETA (POPRZEDNI RANKING: nieklasyfikowany). Wchodzimy w niuanse. Dla mnie niżej niż Bielik, wyżej niż Szwoch, ale sami rozumiecie - tu się naprawdę wszystko może wydarzyć, a i moje oceny nie są tak wiarygodne, jak bym sobie tego życzył. Przyszły sezon - ŁAWKA, Wielka Legia - BRAK DANYCH.

BARTŁOMIEJ KALINKOWSKI (POPRZEDNI RANKING: nieklasyfikowany). Mogę już przestać oceniać tych młodych? No dobra - powiem tylko, że Kalinkowski ma pewną swobodę i lekkość w graniu, która daje sporo nadziei na przyszłość. Ale podobnie jak w wypadku każdego z młodych: jeszcze dużo zakrętów przed nami. Przyszły sezon - ŁAWKA, Wielka Legia - BRAK DANYCH.

MAREK SAGANOWSKI (POPRZEDNI RANKING: Przyszły sezon - MOCNA ŁAWKA, Wielka Legia - NIESTETY NIE ZDĄŻY). Graj nam, panie Marku jak najdłużej! Przed napastnikiem realny wybór - przedłużyć kontrakt z Legią za średnią kasę, grać przyzwoite ogony i potem zostać w klubie jako trener albo skaut, czy próbować gdzie indziej za jeszcze mniejsze pieniądze, za to z większą liczbą minut, a potem wrócić do Legii jako trener albo skaut. Ja bym wolał ten pierwszy wariant, bo w drugim może zabraknąć szczęśliwego zakończenia. Mecz pożegnalny Saganowskiego o stawkę powinien się odbyć na Łazienkowskiej. Przyszły sezon - ŁAWKA, Wielka Legia - NIESTETY NIE ZDĄŻY.

ARKADIUSZ PIECH (POPRZEDNI RANKING: nieklasyfikowany). Nie. Nie, nie, nie, nie, nie, nie. Nie i nie. Po prosty nie. Nie. Przyszły sezon - NIE, Wielka Legia - NIE.

ADAM RYCZKOWSKI (POPRZEDNI RANKING: nieklasyfikowany). Ostatni z młodych, uff. Dla mnie obok Bielika rokujący najlepiej. Strzelił dwie bramki w pierwszej drużynie, dwa razy dostawiając nogę. Ale to też trzeba umieć. Przyszły sezon - ŁAWKA, Wielka Legia - BRAK DANYCH, ALE...

ORLANDO SA (POPRZEDNI RANKING: nieklasyfikowany). Jeśli Legia chce być wielka, to potencjał takich piłkarzy jak Sa po prostu musi wykorzystywać. Co złego jest w tym, że piłkarz chce grać? Co złego w tym, że stroi fochy, skoro na boisku gra na zmianę dobrze i bardzo dobrze? Mam nadzieję, że Berg znajdzie mu miejsce w drużynie, bo to jest po prostu jakościowo krok w dobrym kierunku. Jeśli frustracja piłkarza weźmie górę, drogi z Legią się rozejdą, ja będę rozczarowany. Przyszły sezon - TAK, Wielka Legia - TAK/ŁAWKA.

*****************

Na koniec rankingu dwa tradycyjne uzupełnienia.

1. Miarą wiarygodności rankingu jest celność i prezycja rankingów poprzednich. Jak zwykle jestem Wam winien uczciwe rozliczenie. Z perspektywy czasu 8 czerwca 2013 roku:

a) przyszłość 3 piłkarzy przewidziałem tak precyzyjnie, że aż sam jestem zdziwiony (Saganowski, Kosecki, Kucharczyk)

b) 8 piłkarzy oceniłem rzetelnie, choć nie wszystko się sprawdziło (Kuciak, Skaba, Astiz, Rzeźniczak, Vrodljak, Gol, Furman, Suler).

c) trafiłem kulą w płot w 5 wypadkach (Jodłowiec, Wawrzyniak, Brzyski, Żyro, Łukasik).

d) trafiłem się oceną w stopę 2 razy (Dwaliszwili, Radović).

e) trudno powiedzieć, co zrobiłem w wypadku Bereszyńskiego (kontuzja)

Dobrze, źle? Sami oceńcie.

2) HENNING BERG (POPRZEDNI RANKING: nieklasyfikowany). Norwega próbuję ocenić na spokojnie, bez zbędnych emocji i uprzedzeń. W Europie jego drużyna sieje słuszny zamęt, spodziewam się wiele dobrego także na wiosnę. W lidze jednak, choć prowadzi, to nie przekłada swojego potencjału na odpowiednią przewagę nad resztą stawki - dość powiedzieć, że Legia Berga zdobycze punktowe i bramkowe ma niemal identyczne, jak Legia Urbana, mimo zdecydowanie lepszego składu. Cieniem na całej ocenie kładzie się sytuacja w rezerwach - za nie Berg wziął odpowiedzialność i na razie nie ma tam co zbierać.

Dlatego uważam, że z rzetelną oceną trzeba poczekać na pierwszy solidny kryzys. O którym wiemy, że przyjdzie - to w końcu Legia. Różnica między pracą Urbana, a pracą Berga nie jest aż tak wielka, jak się często wydaje, a przewaga Norwega leży przede wszystkim w potencjale wzrostu - Urban doszedł do ściany, Berg wciąż ma wiele możliwości rozwoju. Na jego pracę patrzę spokojnie, a to więcej niż można powiedzieć o większości trenerów Legii ostatnich lat. Przyszły sezon - TAK, Wielka Legia - podobnie jak w wypadku Urbana półtora roku temu: TRZYMAM KCIUKI.


niedziela, 09 listopada 2014

Nie napisałem nic na blogu od 21 grudnia 2013 roku. Nie napisałem nic o zmianie właściciela, nic o walkowerze z Jagiellonią, nic o mistrzostwie, nic o farsie w eliminacjach Ligi Mistrzów, wreszcie nic o spektakularnej kampanii w Lidze Europy.

Nie napisałem nic o żadnym z wielkich meczów, ani nic o żadnej z dziwnych i sromotnych porażek, oczywiście nic o transferach, nic o żadnym z tysiąca mniej znaczących legijnych wydarzeń ostatniego roku. Nie napisałem nawet kolejnej edycji "Projektu Wielkiej Legii", choć tutaj - przyznam w tajemnicy - nawet zacząłem zbierać materiały.

Tyle niepisania... Napiszę więc o meczu bez znaczenia, rozegranym w absolutnie niekluczowym momencie sezonu, na stadionie u niewzbudzającego emocji przeciwnika, z zupełnie nieznaczącym bagażem historycznym (że Pogoń wygrała z Legią po raz pierwszy od kiedyśtam, a Murawski strzelił bramkę, choć już dawno nie strzelał - jutro o tym zapomnimy).

Legia przegrała pierwsza połowę, wygrała drugą, ale ponieważ przegrała bardziej niż wygrała, więc tabela się sprasowała do tego stopnia, że jeśli tak dalej pójdzie, to zamiast dzielić punkt na pół na koniec rundy zasadniczej, lepiej i przejrzyściej będzie po prostu zacząć wszystko od zera. Przyczyny porażki są widoczne jak na dłoni: błąd Kuciaka, błąd Astiza, dziura wielkości Szwocha w ataku, co więcej pisać?

Tymczasem...

Henning Berg mówi, że to jeden z najlepszych meczów w sezonie. Bogusław Leśnodorski na twitterze krzczy (trzy wykrzykniki!!!), że taką Legię chciałby oglądać zawsze, wtóruje mu armia kibiców, komentatorzy Canalu zachrypnięci od zachwytów nad Dudą i Jodłowcem. Nawet Weszło pisze po meczu, że "kibice Legii, mimo porażki, nie powinni mieć pretensji do zawodników".

W zasadzie brakuje jedynie fety na Starówce.

Tymczasem wynik, z której strony nie patrzeć, taki sam: 1-2.

Na potrzeby wywodu odłóżmy na chwilę na bok Ligę Europy. Tam wiadomo - jest doskonale, ważąc Legię wrzucamy to na szalę plusów, nawet się nad tym nie zastanawiając. Ja natomiast zrobię to, w czym mam doświadczenie i w czym jestem dobry: wyliczę Wam, co położyć z drugiej strony:

1) Cztery porażki Legii nie były jedynie porażkami, każdą z nich momentami odczuwałem jako torturę. Z GKS-em Ślusarski strzelił gola, gdy cała obrona rozgrywała partyjkę remika. Bramki dla Podbeskidzia opinia publiczna przypisała Kuciakowi, gdy tymczasem pierwsza padła po kiksie Vrdoljaka, przy drugiej Korzymowi asystował Rzeźniczak. Gole dla Piasta zapewniają pojedycznymi zagraniami Lewczuk i Kuciak (dwa razy). Wreszcie z Pogonią najpierw zawala Kuciak, potem Astiz.

To nie jest dużo błędów indywidualnych, to jest błędów indywidualnych pułk, drugi można by wystawić z meczów zremisowanych i wygranych, razem dadzą jeśli nie armię, to dywizję na pewno.

2) To już drugi półmetek ligi, która ma dwa półmetki, w tym ten jeden zakończony podziałem punktów. Rok temu po 15 meczach bramek strzelonych było więcej, punktów więcej, bramek straconych tyle samo.

3) Najgroźniejszy rywal do tytułu - Lech - sześć punktów za plecami. Czyli trzy. Przy czym rewanż gramy w Poznaniu.

Legia nad resztą ligi ma gigantyczną przewagę biznesową. Rywale płaczą nie nad jej ogromem, ale nad tempem jej powiększania. Znowu - odłóżmy to na szalę plusów.

Ale co z wymiarem sportowym? Co z wynikami? W lidze jest niemal dokładnie tak samo, jak rok temu. W Europie - przyznają to piłkarze, a ja jestem gotów się z nimi zgodzić - procentuje doświadczenie, czyli coś, co z definicji z czasem przychodzi samo. Młodzi wchodzą do składu, ale go nie podbijają, na razie żaden z nich nie zrobił takiego postępu, ani takiej różnicy jak Furman czy Łukasik. Rozkwitają Żyro i Kucharczyk, spuścili z tonu Kuciak i Kosecki. O tym co się dzieje w rezerwach nie wspominam, bo na samą myśl mi się robi przykro.

Legia Urbana zdobywała 2,15 punktu na mecz (bramki: 2,01), Legia Berga - 2,16 (2,00). Uderzające, prawda? To gdzie ten postęp?

Zanim przejdę do wniosków (uprzedzam, będzie optymistycznie!), jeszcze tylko zapytam: co by zrobił Urban w Europie, gdyby miał w składzie takie zjawisko, jak Duda?

Oglądając mecz z Pogonią miałem wrażenie, że największym problemem Legii jest przełożenie przewagi w środku pola, na przewagę w okolicach pola karnego przeciwnika. Zresztą z meczu na mecz ta dominacja w 30-60 metrów od bramki jest coraz bardziej wyraźna. Jednak liczba strzelonych bramek nie rośnie.

Gdy spojrzymy na klub z lotu ptaka mechanizm wygląda podobnie: biznesowo nikt nie wytrzymuje tempa Legii, mistrz Polski tylko przyśpiesza, gdy reszta próbuje trzymać tempo, bardzo często bezskutecznie. Ale w lidze - w tej pilkarskiej harówce dnia codziennego - tego postępu nie widać. Przewaga jest jaka jest, ale nie rośnie. Najsilniejsze dziecko w całej piaskownicy, zadowolone, że wygrywa większość pojedynków o foremki i łopatki, że dzięki temu buduje zamki odrobinę większe niż inne dzieci. Nie widzi, że na piaskownicę jest już trochę za duże. I że czas na nowe wyzwania.
 
Nie wiem, czy dominacja Legii w środku pola zacznie się w końcu regularnie przekładać na dominację pod bramkami przeciwników. Na razie w przejściu od pomocy do ataku drużyna z Łazienkowskiej traci zbyt dużo mocy. Ale zdziwię się bardzo, jeśli dominacja biznesowa nie zacznie się w końcu przekładać na dominację sportową. Był czas, gdy Wisła wykaszała całą ligę równo z trawą, był czas, gdy Lech był tego stosunkowo bliski. Ale żaden z tych klubów nie zbudował takiego zaplecza, jakie ma teraz Legia. Dlatego oba w końcu spadły z piedestału (Lech znacznie szybciej). Legia - oceniam na zimno - ma ogromne szanse, żeby na szczycie pozostać na dłużej.

Oczywiście nie ma takiej szansy, której polski klub nie byłby w stanie spieprzyć. Tym bardziej zalecam czujność i umiar w zachwytach. 1-2 z Pogonią to porażka, a nie "jeden z najlepszych meczów w sezonie". Ja chcę oglądać inną Legię. Taką, która potwierdza swoją jakość nie w 45 minutach, gdy trzeba gonić od 0-2, ale w za każdym razem, w 30 meczach w sezonie.

Czyli we wszystkich, bo ten pomysł z 37 meczami i podziałem punktów wciąż wydaje mi się strasznie durny.

PS: blog zmarniał przez rok, ale za to rozkwitł Twitter.

1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 40
| < Styczeń 2018 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31