Legia Warszawa - lata udręki, przerywane krótkimi okresami nieuzasadnionej nadziei
RSS
środa, 31 lipca 2013

Nudne się robi pisanie o Legii, bo wszystko znowu widać jak na dłoni. Już teraz wiem, że pomeczowe komentarze będzie można podzielić na dwie grupy - te pisane przez oglądających warszawską drużynę na co dzień i te pisane przez oglądających ją od święta. W pierwszych więcej będzie o wyniku, w drugich więcej o grze, we wszystkich czaić się będzie niepewność co do rewanżu. Ja będę wypatrywał tekstów napisanych wbrew temu podziałowi, spodziewam się ich niewielu, sam też się przekraczania granic nie podejmuję.

Że wynik dobry, że gra fatalna, że sędzia pomógł - to wszystko wiemy. Są jednak rzeczy, które mogą umknąć uwadze. A mianowicie:

...że Legia zagrała gorzej niż Legia. Furman jest lepszym piłkarzem niż w meczu z Molde, podobnie Radović, Vrdoljak, Saganowski, podobnie - mimo wszystko - Jodłowiec z Dossą Juniorem. Całej szóstce coś się przed meczem nie złożyło, tam gdzie powinna być odwaga, pewność siebie i zadziorność, zakiełkował strach. I to jest dobra wiadomość - bo taką stratę można w tydzień odrobić, to nie chodzi o przygotowanie fizyczne, nie chodzi o umiejętności, ale o to, co w głowach.

...że jeśli Molde nie jest w stanie powieźć tak beznadziejnej drużyny 4-0, to znaczy, że samo jest słabe jak herbata w barze mlecznym. Po prostu. To jest żaden rywal. Dobrze, na swoim poziomie grająca Legia nie powinna mieć problemów ze zwycięstwem.

...i że test Urbana trwa i że na razie nie wygląda to dobrze, choć wiele się może zdarzyć, zarówno dobrego, jak i złego. Molde górowało nad Legią kulturą gry, jeden moment nieuwagi kosztował ich zwycięstwo, a błąd sędziego niemal nie pozbawił ich remisu. Norwegowie i norwescy najemnicy zarówno stali, jak biegali lepiej i mądrzej niż mistrzowie Polski. O problemie z głowami już pisałem, a to przecież też działka trenera.

Wymsknęło mi się w czasie meczu, że to najgorsza Legia w pucharach od niesławnego rewanżu z Valencią. Teza wciąż do obronienia, choć konkurencja silna, a i gra Legii z czasem zaczęła wyglądać źle, a nie fatalnie źle. Problem oczywiście jest taki, że Molde to nie Valencia, a oczekiwania mamy zdecydowanie większe niż 11 lat temu.

wtorek, 30 lipca 2013

Zaczęło się od tego, że Kuba Dybalski wystawił Michałowi Żyrze notę "4" za mecz z Pogonią (w skali 1-6). Na Twitterze podzieliłem się tym, co sądzę na temat stosunku tej noty do rzeczywistości. Sam dałbym skrzydłowemu "na zachętę 2". Wywiązała się mała dyskusja, owocem której była mikrosonda (także na FB), z której średnia ocen wyszła w graniach 3. To wprawdzie więcej, niż 2, ale jednak mniej niż 4, skłonny więc byłem uznać, że prawda tym razem leży po środku.

Ale potem zaczęły się dziać rzeczy dziwne.

Serwis Legionisci.com napisał: "Trudno wskazać najlepszego w szeregach naszego zespołu. W czołówce na pewno będą trzej zawodnicy. W pierwszej kolejności Michał Żyro, jedyny nasz ofensywny zawodnik, który przez całe spotkanie sprawiał korzystne wrażenie". W osobnych ocenach redakcji uzyskał średnią 4,1. Czytelnicy serwisu dali Żyrze mu 3,8. A wreszcie Canal+ Sport wybrał Żyrę do jedenastki kolejki.

Tego było już dla mnie za dużo. Nie jestem człowiekiem, który ma problemy z przyznawaniem się do błędów, ale też rzadko rezygnuję z własnego zdania tylko dla świętego spokoju. Opcje były zatem dwie - albo ja się mylę, albo mamy do czynienia ze zbiorowym halunem, któremu uległa znakomita większość oceniających.

Jak zabierać się do halunów, nauczył nas Grzegorz Halama. Bierzemy kijaszek i walimy w haluna. Jeśli halun robi "brzdęk", nie jest halunem. Jeśli brzdęku nie ma, to znaczy, że jednak mamy do czynienia z halunem. W tym wypadku w roli kijaszka wystąpił kolejny seans meczu, z długopisem, kartką i pilną obserwacją jednego zawodnika. Nie, żebym chciał na siłę udowadniać, że mam rację. Chciałem się tylko przekonać, jak jest naprawdę.

Nie trzymając nikogo w niepewności: tak, to ja miałem rację, inni - w tym Dybalski, w tym C+, w tym redakcja legionisci.com - się mylili.

Niżej znajdziecie dokładne rozpisanie sytuacja po sytuacji, ale już teraz pozwolicie, że przejdę do obserwacji. W całym spotkaniu (77 minut) Żyro miał 4 (słownie: cztery) ewidentnie produktywne zagrania: podanie do Jodłowca, wyprowadzenie akcji do Saganowskiego, podanie do Radovicia i wreszcie asysta przy golu. Wyszło mu jeszcze jedno dośrodkowanie, ale po rykoszecie. O grze obronnej Żyry w ogóle nie ma co mówić, bo nie ma czegoś takiego - z lewej strony Brzyski musiał harować za dwóch, tam też najwięcej wycieczek musieli urządzać Jodłowiec z Dossą Juniorem. Zagrać kontrproduktywnych (nawet nie strat, tylko takich, których wartość dla Legii była ewidentnie ujemna) naliczyłem co najmniej sześć.

Nie można oceny dobrej wystawiać skrzydłowemu, który ma jeden udany drybling w meczu, trzy sprinty z piłką i dwa bez piłki. Nie można do jedenastki kolejki wybierać piłkarza, który biega od czasu do czasu, kompletnie nie w rytmie drużyny i tylko wtedy, gdy jemu się akurat zachce. Nie można przyklaskiwać piłkarzowi, który przez ponad 5 kwadransów wygrywa jeden pojedynek o pozycję z obrońcą.

Żyro - przyznaję po wnikliwej obserwacji - miał dość przyzwoite 20 minut w drugiej połowie. Wtedy rzeczywiście zaczął się ruszać, angażować zarówno w defensywie, jak i w ataku. Po golu - jak nożem uciął. Zadanie odwalone, już nie trzeba się męczyć, prawda?

W pierwszej połowie gdzieś przeczytałem "Żyro gra fatalnie, gramy w dziesięciu" - i to dokładnie potwierdza moja analiza, a jej wyniki są rozmyte przez jeden jedyny błysk w samej końcówce.

Najgorzej wypada Żyro, jeśli porównamy jego wkład w spotkanie z innymi zawodnikami - nie wiem, czy ktoś ma mniejszy, ale nie wydaje mi się. Zwróćcie uwagę w następnych meczach, w ile akcji angażuje się Żyro, a w ilu pozostali boczni obrońcy i pomocnicy. Przyjrzyjcie się uważnie, kto jest "pod grą", szuka szans, a nie czeka, aż szanse znajdą jego. Wreszcie - doceńcie tych piłkarzy, którzy zapieprzają jak szaleni w obronie i przypomnijcie sobie, że muszą to robić, bo książę Żyro nie ma życzenia im pomagać.

1 minuta - dwa razy próbuje wychodzić do podania, dwa razy nie udaje mu się ani na sekundę wyjść przed obrońcę, jest odcięty od piłki. I tak będzie przez niemal cały mecz.

4 minuta - pierwszy kontakt z piłką (ostatni piłkarz Legii, wcześniej wszyscy byli przy piłce). Dobre podanie do Jodłowca na trzy kontakty, partner ma okazję do dośrodkowania.

4 minuta - podanie głową do tyłu do Brzyskiego, Brzyski błyskawicznie odgrywa już do przodu na wolne pole, ale podanie niecelne - Żyro nie skorzystał z dobrej okazji na przyśpieszenie akcji.

5 minuta - pierwsze starcie w defensywie - Żyro biega między trzema piłkarzami Pogonii, za każdym razem pół kroku za wolno. To również będzie stały obrazek przez następne 70 minut. Do błędu rywali zmusza Brzyski.

5 minuta - strata na własnej połowie, piłkę przejmują rywale.

7 minuta - niepilnowany 20 metrów od bramki Żyro oddaje strzał - wcześniej dostał piłkę od Radovicia, Legia gra coś w rodzaju kontry. Nie dowiemy się nigdy, czy strzał doleciałby do bramki (szanse oceniam na 54%), ponieważ piłka trafia w obrońcę. To nie koniec, bo po tym strzale dość przypadkowo Pogoń ma szansę na kontrę prawą stroną. Żyro próbuje ją zatrzymać - udaje się faulem, ale na żółtą kartkę. Faulu by raczej nie było, a kartki prawie na pewno, gdyby w akcję defensywną od początku włożone zostało odrobinę więcej energii.

8 minuta - dobra, już się zaczynam czepiać... powiedzmy, że podanie Dossy Juniora do Żyry niecelne, adresat miał prawo nie przejąć tej piłki.

9 minuta - wygrany pojedynk główkowy, ale podanie niecelne.

10 minuta - pierwsza współpraca z Brzyskim, podanie celne na 5 metrów.

13 minuta - od kilku minut Pogoń intensywnie atakuje stroną Brzyskiego i Żyry. W końcu po świetnej interwencji Kuciaka Portowcy mają rzut rożny. Po stałym fragmencie gry obrońcy bez trudu wybijają piłkę przed pole karne, ale ta wraca z powrotem... po zagraniu Żyry. Wsadzony na minę Rzeźniczak ma problem, robi się trochę zamieszania, ale bez konsekwencji.

15 minuta - gdzieś w tle miga pierwszy sprint skrzydłowego bez piłki. Również bez wartości dla akcji ofensywnej Legii. Odnotowuję jednak, bo to pierwszy sprint skrzydłowego w meczu i znajcie moją dobrą wolę, że w ogóle nazywam to sprintem.

18 minuta - Najpierw Radović wychodzi z kontrą, Żyro próbuje się pokazać do podania, ale wbiega dokładnie w to miejsce, w które się nie da podać. Chwilę potem dostaje świetne podanie od Brzyskiego, naprawdę ładnie wychodzi na pozycję. Co z tego, skoro pierwszy kontakt z piłką ma w narożniku pola karnego (tym bliżej środka boiska), ale przyjmuje tak, że drugi kontakt jest już przy linii końcowej, na dodatek coraz bardziej na zewnątrz. W polu karnym jest co najmniej dwóch zawodników, do których można podać, ale Żyro decyduje się na strzał z blisko zerowego kąta. Broni bramkarz. Saganowski (jeden z zawodników na pozycji) krzyczy KURWAAAAAA tak głośno, że przekrzykuje kibiców.

19 minuta - pierwsza interwencja w obronie bez faulu. Nieudana.

20 minuta - podanie niecelne.

21 minuta - podanie celne do przodu do Saganowskiego z własnej połowy, uruchamiające akcję Legii. Zdecydowanie na plus, choć trochę szkoda, że nie pobiegł za akcją. W ogóle jakoś mało biega.

22 minuty - nieudany drybling, strata.

28 minuta - Radović z Brzyskim wyprowadzają ładną akcję lewym skrzydłem, Żyro fatalnie spóźniony. Podanie Radovicia mogłoby być lepsze, ale byłoby idealne, gdyby Żyro nie truchtał, tylko biegł od początku. Wciąż sprint z 15 minuty bez piłki, choć bezproduktywny, jest jedynym sprintem Żyry w meczu.

31 minuta - najpierw przegrana walka o piłkę, a chwilę potem podanie do nikogo.

32 minuta - Saganowski z Brzyskim rozgrywają piłkę z boku pola karnego. Żyro stoi tuż obok, cały czas przykryty przez obrońcę.

32 minuta - mimo straty Legia odzyskuje piłkę, która trafia do Żyry, a ten ponownie podaje do nikogo.

35 minuta - trącenie piłki głową, podanie do nikogo. Oczywiście mogłem coś przegapić, ale od 15 minut Żyro nie ma ani jednego dobrego zagrania.

39 minuta - podanie niecelne do przodu, po chwili podanie celne do tyłu. W końcu!

40 minuta - Frączczak oddaje strzał z prawej strony. Do sytuacji doszło, bo osamotniony Brzyski nie poradził sobie z dwoma zawodnikami Pogonii. Pomóc mu powinni - byli najbliżej - Żyro albo Jodłowiec. Ten drugi przynajmniej kryje jednego z Japończyków, Żyro nie robi absolutnie nic.

40 minuta - faul Frączczaka na Żyrze.

44 minuta - jest sprint! Jest od razu też wygrany pojedynek biegowy, przechwyt i podanie do Radovicia, który znajduje się sam na sam, ale nie trafia. To zagranie (i cała akcja, którą Żyro sobie sam wypracował) naprawdę świetne.

46 minuta - ponownie faul Frączczaka na Żyrze.

47 minuta - podanie celne do przodu do Radovicia (co prawda Radović źle przyjmuje, ale to już nie Żyry wina). Odnotujmy, że tym razem Żyro poszedł za akcją, mimo, że zaczynał ją za linią piłki w momencie, w którym Legia wychodziła z własnej połowy. Chyba pierwszy raz w meczu.

48 minuta - Żyro zaczął biegać. Podanie celne do przodu i z pierwszej piłki do Jodłowca. Potem trucht, żeby postraszyć bramkarza. Była jakaś rozmowa w szatni, ewidentnie.

50 minuta - próba rozpoczęcia kontry, podanie bardzo niecelne do przodu.

50 minuta - i chwilę później pierwszy rajd z piłką skrzydłowego przy linii bocznej. Lepiej późno niż wcale, zwłaszcza, że dośrodkowanie udane, Radović pudłuje. Powtórki niestety pokazują, że zagranie się udało, bo odbiło się od nogi obrońcy.

51 minuta - przechwyt i podanie celne do tyłu.

51 minuta - lewa strona Legii rozklepana na 30 metrach, jeden jedyny Furman coś próbował i był blisko, ale on też nie zatrzymał Pogonii.

53 minuta - kolejne ataki Pogonii lewą stroną, Brzyski nie nadąża, Żyry nie ma. Łata jak może Dossa Junior.

54 minuta - podanie celne do tyłu. Jedno trzeba przyznać, po przerwie Żyro ma dużo więcej kontaktów z piłką.

57 minuta - klika akcji Legii prawym skrzydłem. Żyro niby idzie za każdą, ale ani razu nie uwalania się obrońcy, nie podejmuje nawet próby.

59 minuta - do spółki z Brzyskim Żyro zatrzymuje dwa razy kontrę Pogonii.

60 minuta - kontra Legii, Dwaliszwili podaje do Żyry. Podanie na pewno mogło być lepsze, ale Żyro we w sumie dobrej sytuacji strzela zupełnie bez dynamiki i energii, strzał zablokowany.

64 minuta - asysta przy golu Radovicia. Tutaj chciałbym się chwilę zatrzymać, bo spotkałem się z określeniami "klasa światowa". No nie wiem... A w zasadzie wiem: zaczęło się od nieudanego dryblingu, piłka została przy nodze Żyry czystym przypadkiem. Przy samym podaniu piłką nie interesował się żaden z obrońców, dodatkowo gdyby Dąbrowski był bardziej rozgarnięty, to by podanie przejął, pijąc kawę. Ja doceniam asystę, naprawdę, ale tutaj wystarczyłaby odrobinę bardziej efektywna defensywa i nic by z tego nie wyszło. Margines błędu był ogromny i wykorzystany został do cna.

66 minuta - fatalne przyjęcie i strata.

72 minuta - drybling i niecelne dośrodkowanie.

73 minuta - celne podanie do tyłu.

77 minuta - za Żyrę wchodzi Ojamaa. Jeśli coś przegapiłem, przepraszam, dajcie znać.

QED.

sobota, 27 lipca 2013

Ach, lubię takie mecze, jak z Pogonią, na których marginesie można zapisać całkiem pokaźną liczbę notatek, na dodatek bez większego stresu, bo wynik wygląda przystojnie. Dla porządku wywodu pozwolicie, że rozpiszę sie w systemie bramkowym:

1-0. Ja wiem, co wszyscy sądzicie na temat Wawrzyniaka, ale to reprezentacyjny lewy obrońca i wygląda na to, że Brzyski właśnie go wykopuje z pierwszej jedenastki. To dowód na to, że ktoś zaczął w Legii dobrze kombinować. Konkurencję na większości pozycji warszawska drużyna ma co najmniej przyzwoitą, ale właśnie na lewej obronie widać dobrze, jakie to przynosi owoce. Z dwóch niewyróżniających się piłkarzy zrobiły się trzy asysty w dwóch meczach. Niby wszystkie Brzyskiego, ale idę o zakład, że bez rywalizacji o miejsce w składzie tak dobrze by nie było.

2-0. Nad Żyrą pastwiłem sie okrutnie na TWITTERZE, tutaj odpuszę, a nawet odnotuję, że asysta przy golu to niejedyne świetne podanie młodziaka w meczu. To drugie - chronologicznie pierwsze - zresztą też do Radovicia.

I skoro już o wilku mowa, to gdyby za każdą błędną decyzję w spotkaniu z Pogonią Serb dostawał pół królestwa i królewnę za żonę, to zaraz po meczu musiałby uciekać przed wymiarem sprawiedliwości i oskarżniem o wielokrotną bigamię do swojego multietnicznego, ogromnego imperium. Gdy trzeba było strzelić w długi róg - strzelał w krótki, gdy trzeba było strzlać w krótki - strzelał w długi. Przyśpieszał akcję, gdy wszyscy zwalniali, zwalniał, gdy przyśpieszali, nawet proste podania wychodziły mu gorzej, niż Vrdoljakowi włosy. I ten gość zalicza już drugą bramkę w sezonie, jak tu go ganić? Czasem aż chcę, żeby Serb się wreszcie definitywnie skończył, bo ocena zrobiłaby się jednoznaczna. Ale on do tej pory się nie skończył i wygląda na to, że nie zamierza. Niech mu będzie.

3-0. Tutaj zauważam asystę Ojamy, bo po jej obejrzeniu coś mi zaczęło podpowiadać, że będziemy ich jeszcze oglądać sporo. Ten optymizm nie zdążył jednak rozkwitnąć całym swym ogromem, bo kilka minut później świeży jak fasolka szparagowa Estończyk przegrał pojedynek biegowy z blisko dwumetrowym, grającym od początku meczu Maciejem Dąbrowskim. Ale dobrze - pierwszy kwadrans po kontuzji jest wystarczającym alibi. Choć nie na długo.

Dobra, czyli mecze przedsezonowe mamy za sobą, w środę zaczyna się wielkie granie!

piątek, 26 lipca 2013

Nie dziwi mnie w ogóle sympatia, z jaką legijne media i legijni internauci żegnają Janusza Gola. Chciałbym jednak żeby wybrzmiało, że to nie jest tak, że Gol strzelił fajną i ważną bramkę w Moskwie - on strzelił być może najprzezajebistrzą bramkę dla Legii od czasów Ligi Mistrzów*, czyli mniej więcej od wyginięcia dinozaurów.

W tej sympatii jest oczywiście i sporo zdroworozsądkowej oceny kariery Gola w Warszawie, sens dyskusji jak zwykle świetnie uchwycił gawin76. Ja nie mam wiele do dodania, ale wydaje mi się, że transfer Janusza Gola zasługuje, żeby piłkarza jednak jakoś uczcić. Proponuję zatem ranking Allez-allezów, czyli bramek Legii, które nie potrzebują meczu, bo same w sobie są historią wartą opowiedzenia.

Oczywiście, jeśli ktoś chce dorzucić swoje propozycje, to namawiam gorąco, żeby się nie powstrzymywał.

10. Manu z Lechem Poznań (Finał Pucharu Polski, 1-1, 3 maja 2011)

66 minuta, na 1-1. W zasadzie do dziś trwa licytacja, kto pierwszy zorientował się, że Manu nie umie grać w piłkę (i na pewno nie był to Maciej Skorża), ja cały czas powtarzam, że nie takie orły jak Marek Jóźwiak nabierały się na szybkonogiego Portugalczyka. Z pięciu goli, które Manu strzelił dla Legii ten jeden jednak zasługuje na pamięć i uwagę, bo dał Legii dogrywkę i karne w meczu, w którym rywal był zdecydowanie lepszy, w konsekwencji Puchar Polski, a w jeszcze dalszej konsekwencji - kampanię europejską, którą wspominamy z przyjemnością.

Jest coś sprawiedliwego w tej bramce - po pierwsze dlatego, że rzeczywiście Manu był najlepszym piłkarzem Legii w tym meczu, a po drugie, że swój jedyny błysk w warszawskiej drużynie Portugalczyk zaliczył zdobywając bramkę po rykoszecie. O ile dobrze pamiętam aż trzy z pięciu z bramek zdobył niemiłosiernie pudłując, ale za to obijając kończyny obrońców.

9. Aleksandar Vuković z FC Utrechtem (Puchar UEFA, I runda, 4-1, 19 września 2002)

27 minuta, na 2-0. Ktoś powie, że wsadzam tę bramkę na siłę, żeby w rankingu umieścić pełną dychę, ale to zarzut kulą w płot, bo choć sam nie rozumiem dlaczego, to ta bramka wyryła mi się w pamięć bardzo głęboko (a kandydatów miałem więcej niż 10, słowo).

Spróbuję się jakoś z tego wyboru wytłumaczyć, może kogoś przekonam. Wydawało nam się wszystkim wtedy, że Legia - mistrz Polski - ma szansę stać się czymś więcej, niż krajowym potentatem. Wiecie, zdarzały nam się takie momenty oderwania od rzeczywistości. Z Barceloną wprawdzie dostaliśmy po nosie, ale u siebie tylko 0-1, a na wyjeździe 0-3 zrobiło się dopiero w końcówce. W tabeli przed pierwszym meczem z Holendrami byliśmy wprawdzie na 5 miejscu, ale bez porażki i z niewielką stratą do liderującej Odry, o której wiadomo było, że nie wytrzyma tempa (i nie wytrzymała - Legia na koniec sezonu była czwarta, a Odra piąta. Ha!). Z drużyny wprawdzie odeszli Maciej Murawski i Wojciech Kowalewski, ale wrócił za to Marek Citko. FC Utrecht to wprawdzie nie był Ajax, czy PSV ale grał tam Dirk Kuyt. No i w takiej sytuacji najpierw bramkę strzela Jacek Zieliński, co zawsze jest powodem do otwarcia kolejnego piwa, chwilę później Stanko Svitlica, jakby zwiastując nadejście Ljuboi, genialnie zagrywa do Vukovicia, ten strzela gola, a właściwie dwa, bo jednocześnie jest faulowany w polu karnym. Na dodatek cieszy się jeszcze lecąc w powietrzu, co wygląda naprawdę spektakularnie.

Uff, lepiej tego nie wyjaśnię. I wiem, potem przyszło Schalke i zamiotło, ale pamiętajcie - to jest Legia, tu zawsze jest jakieś POTEM. Ale my przynajmniej nigdy potem nie odpadliśmy z Luksemburczykami, a FC Utrecht tak.

8. Tomasz Sokołowski z Wisłą Kraków (Finał Pucharu Ligi, 3-0, 22 maja 2002)

17 minuta, na 1-0. Już kiedyś pisałem o tym meczu - to do dziś moje ulubione zwycięstwo nad Wisłą Kraków, bo po mistrzostwie Legii w Krakowie uznano i ogłoszono, że to czysty zbieg okoliczności, a bezpośrednia konfrontacja w Pucharze Ligi udowodni, kto tak naprawdę jest lepszy. No i udowodniła - 3-0 dla Legii (w rewanżu 1-2. Wiecie - POTEM), dwa cudne gole i jeden svitlicovy, czyli wepchnięty i w sumie nie wiadomo, czy się z niego cieszyć, czy przemilczeć.

Niby ten Wróblewskiego ładniejszy, ale ten Sokołowskiego raz, że pierwszy, a dwa, że to blog "Marek zostaw, SOKÓŁ bij", więc sami rozumiecie. No i ma w sobie ten gol Sokoła coś vanbastenowatego, naprawdę, czy widzieliście kiedyś, żeby pan Marek strzelił coś tak efektownego? A że doprowadził do zdobycia trofeum - niewiele wartego, ale trofeum - myślę, że w pełni zasłużone miejsce w rankingu.

7. Cezary Kucharski z Legią Warszawa (12 kolejka Ekstraklasy 99/20, 4-0, 16 października 1999)

30 minuta, na 1-0. Ej, Kucharski strzela bramkę dla Legii, będąc zawodnikiem Stomilu Olsztyn! Czy to nie jest wyczyn?

To jest jednak talent, odnaleźć się tak w polu karnym, uwolnić spod opieki rywali, zmylić bramkarza. Na dodatek otworzyć wynik, który otworzyć się nie chce i to otworzyć tak, żeby pojedynek zmienił się w pogrom. Się wie, fachura.

A pozwalam sobie na te wszystkie żarty, bo to nie ostatni raz, gdy Kucharski pojawia się w tym rankingu i jeszcze zdążę złożyć hołd.

6. Miroslav Radović z Lechem Poznań (13 kolejka Ekstraklasy 06/07, 3-2, 3 listopada 2006)

86 minuta, na 3-2. Obrodziło nam w osatnich latach w sytuacje, w których Legia przegrywa, ale wygrywa, odrabiając straty w ostatnim kwadransie, więc może trochę daliśmy się rozpuścić inflacją dramaturgii. Prawdziwe dreszczowce (dosłownie - pamiętam ten dreszcz) mają jednak swoje scenariusze rozpisane nie tylko na końcówki, ale na całe 90 minut.

(nie mogę znaleźć filmu online, ktoś może pomoże?)

No dobra, może nie na 90 minut. Ale jednak napięcie towarzyszące bezbramkowemu remisowi w pierwszej połowie było świetnym wstępem do połowy drugiej. Sebastian Szałachowski rach! 1-0! Ciach! 2-0! Pół godziny do końca i w zasadzie po meczu. Nie znam historii Lecha Poznań na tyle, żeby stwierdzić, jak wiele razy wejście Przemysława Pitrego z ławki zmieniało losy spotkań, ale podejrzewam, że jednak niezbyt wiele. Tym razem jednak mija kolejne 20 minut i z pewnego zwycięstwa zrobiło się 2-2 z trzecią bramką dla rywali wiszącą w powietrzu.

Cała akcja Legii z końcówki była tak pełna przypadku, wygranych przebitek, nieudanych zagrań, przyjęć jak w okręgówce, że po prostu nie miała prawa się udać. Piłka trafiła do Radovicia po podaniu Kiełbowicza tylko dlatego, że Wojtkowiak zrobił dwa ogromne błędy w ciągu 5 sekund. Ale i to nie wystarczyło - bo Serb brał zamach do strzału trzy razy i w końcu nie strzelił, tylko wkulał gola w przedziwny sposób.

Przyjmijmy też, że na miejscu szóstym jednocześnie umieszczam bramkę Radovicia z Hapoelem - również na 3-2, również w końcówce (89 minuta).


Goals & Highlights Legia Warschau 3-2 Hapoel...

5. Piotr Włodarczyk z Koroną Kielce (27 kolejka Ekstraklasy 05/06, 2-2, 29 kwietnia 2006)

93 minuta na 2-2. Adam Dawidziuk niedawno pisał na blogu: "Pamiętam sezon 2005/06. Mecz z Koroną w Kielcach (2:2), kiedy w doliczonym czasie gry po rzucie wolnym Edsona wyrównującego gola strzelił Piotr Włodarczyk. Ten punkt nic drużynie nie dawał, bo nawet bez niego byliby mistrzami Polski. Jednak zawodnicy pytani potem o najważniejsze spotkanie sezonu, na pierwszym miejscu wymieniali to. Właśnie z psychicznego punktu widzenia. Walczyli do końca, zdobyli bramkę, nie dali się pokonać. Wtedy uwierzyli, że zdobędą tytuł".

Było dokładnie tak, jak pisze dziennikarz "PS". Punkt był bez znaczenia matematycznie, a metafizycznie - pewnie najważniejszy. I to napięcie, gdy Edson ustawiał piłkę - wiedzieliśmy wszyscy, że on jest w stanie to zrobić. Strzela... może, może... broni Mielcarz... nie broni!... słupek... co się dzieje... GOOOOOOOOOL!!!! Te kilkanaście sekund trwało chyba godzinę.

4. Miroslav Radović ze Spartakiem Moskwa (IV runda eliminacyjna Ligi Europy, 2-2, 18 sierpnia 2011)

69 minuta, na 2-1. W ten sposób poznaliśmy Daniela Ljuboję, najlepszego piłkarza Legii trzeciego tysiąlecia.

Piłkę w tej akcji mogli zgubić (i byli tego blisko) Manu, Borysiuk, Radović i Ljuboja. Ten ostatni w zasadzie to zrobił, ale zrobił też coś, czego nie spodziewał się nikt - zaczarował stadion, zagrał piętą dokładnie w to miejsce, z którego Radović kopnął do pustej bramki. Do dziś nie wierzę, że coś takiego mogło się wydarzyć na moich oczach.

3. Ivica Vrdoljak z Lechem Poznań (27 kolejka Ekstraklasy 12/13, 1-0, 18 maja 2013)

85 minuta na 1-0. Gol, który dał mistrzostwo.

Za mojego życia Legia zdobyła 5 tytułów, każdy miał jakiegoś najważniejszego gola, bramka Ivicy to jednak osobna sprawa. Allez-allezy mają własną historię i tutaj aż kipi - Chorwat niewiele wcześniej wywalczył nowy kontrakt z Legią, dalej kapitanował drużynie. Już po faulu na Koseckim nikt się nie kwapił do strzelania jedenastki. Z wyznaczonych: Dwaliszwili spudłował karnego w poprzednim meczu z Jagiellonią, Radović 6 meczów wcześniej z Chorzowem. Co robi kapitan? Bierze piłkę, ustawia, strzela i trafia z naprawdę niewielkim marginesem błędu, bo Kotorowski wyczuwa go niemal idealnie. Niemal. 5 punktów przewagi, autostrada do koronacji.

Ale sens tej historii jest jeszcze głębszy - rok wcześniej Legia przegrywa mistrzostwo o 3 punkty. Jasne, że można je było zdobyć w różnych miejscach, ale to właśnie Vrdoljak, właśnie z Lechem nie trafia do pustej bramki w przedostatniej akcji meczu z niecałych dwóch metrów.

2. Janusz Gol ze Spartakiem Moskwa (IV runda eliminacyjna Ligi Europy, 3-2, 25 sierpnia 2013)

90 minuta, na 3-2. Co tu dużo pisać?

Jedna uwaga na marginesie tej bramki: to od odbioru Janusza Gola zaczęła się cała akcja. Zasługa więc tym większa.

1. Cezary Kucharski z Panathinaikosem (I runda Pucharu UEFA, 2-0, 24 września 1996)

92 minuta, na 2-0. Kiedyś na studiach, czyli już w latach dwutysięcznych, jeden z przyjezdnych kolegów zapytał mnie: "Ale powiedz mi szczerze, za co wy w tej Legii tak uwielbiacie tego osła Kucharskiego?". Właśnie za to - to już nie była Wielka Legia Janasa, ale stać ją było na jeszcze jednego Wielkiego Gola.

Należałem do tej szerokiej grupy, która słuchała meczu w relacji radiowej Andrzeja Janisza i coś było w jego komentarzu takiego, co kazało wierzyć do samego końca, że ta bramka w końcu wpadnie. Naprawdę nie straciłem nadziei ani na moment, co świadczy o tym, że byłem jeszcze kibicem niedojrzałym, czyli takim, który dopiero w przyszłości miał obejrzeć 2-3 z Widzewem.

I myślę, że tak jak mecze z Sampdorią mnie legijnie ochrzciły, a Liga Mistrzów legijnie wypełniła, tak ta jedna bramka po dwóch godzinach spędzonych z uchem przy głośniku trzeszczącego radia sprawiła, że już nie było odwrotu, a Legia wyryła się zarówno w sercu, jak i na wątrobie.

PS: Dyskutujemy gdzie się da, także na FACEBOOKU i na TWITTERZE.

*Stali czytelnicy bloga wiedzą, że w moich rankingach zwykle mierzę czas od meczów z Sampdorią, ale tym razem świadomie nie biorę pod uwagę Ligi Mistrzów i tego, co przed nią. Inaczej trzeba by było w nim zmieścić Fedoruka z Górnikiem, Kowalczyka z Sampdorią, Pisza z IFK, Stańka z Rosenborgiem, Podbrożnego z Blackburn i parę innoch zagrań, których z powyższymi nie da się porównać. Bo czasy były to inne zupełnie.

czwartek, 25 lipca 2013
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 40
| < Październik 2018 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31