Legia Warszawa - lata udręki, przerywane krótkimi okresami nieuzasadnionej nadziei
RSS
sobota, 06 lipca 2013

Dziś chciałem napisać kilka słów o kibicach. Trochę dlatego, że dawno nie pisałem o kibicach, a gdy już piszę, to zawsze wzbudza to ciekawe reakcje - w tym pogróżki (jak to jest, że oni zawsze znajdują mój numer telefonu, nawet jak zmienię?) - a trochę dlatego, że wczoraj było mi smutno, więc jak zwykle w takich momentach obejrzałem sobie film o erudycie z Gdańska.



Klip ma liczne zalety. Po pierwsze trwa 11 sekund, więc poprawa nastroju następuje błyskawicznie - wystarczy smartfon i zasięg 3g, albo wi-fi, a depresja znika. Po drugie, jeśli pierwszy seans nie pomoże, zawsze można obejrzeć go jeszcze raz, zajmuje to kolejne 11 sekund, zatem również niedługo. Jeszcze nie byłem w takiej depresji (a jako miłośnik Legii wiem co nie co o depresjach), żeby drugi seans z erudytą w roli głównej nie pomógł.

Po trzecie wreszcie ten film za trzecim obejrzeniem z rzędu jest najśmieszniejszy - i to niezależnie, ile razy widziałem go wcześniej. 33 sekundy stąd do wieczności.

Słowo po słowie wypowiedź erudyty z Gdańska brzmi tak (przeczytajcie sobie koniecznie na głos): "Nas nie interesuje nas się, chodzi o to, że bo policja w ogóle jest na stadionie, a oni będę w ogóle" - i w tym momencie następuje głęboki kryzys światopoglądowy u mówcy. Temu właśnie kryzysowi chciałem poświęcić kilka słów.

Bo ja wiem, że wypowiedź erudyty jest przede wszystkim zabawna. Ale ten moment rozczarowania rzeczywistością na końcu, to niespodziewane schowanie głowy między masywne ramiona, to westchnięcie wyrażające ból całego istnienia - to wszystko razem sprawia, że chcę człowieka potraktować śmiertelnie poważnie, tak jak na to zasługuje.

Chirurgicznym skalpelem youtube'a wycięto z jego historii być może najistotniejszy fragment. Nie wiemy, co się działo wcześniej, tak jak nie wiemy, co się wydarzyło później. W tym sensie musimy te 11 sekund potraktować jako cały wszechświat, wszytko co istnieje, od początku do samego końca. Tak, jakby nic nie istniało poza tym. To trudne zadanie.

Przez krótkie 11 sekund możemy obserwować mężczyznę w kominiarce, który od stanu absolutnej aksjologicznej pewności, zbudowanej na solidnych fundamentach, dociera do miejsca, w którym staje bezradny wobec rzeczywistości i zmuszony jest pogodzić się z faktem, że czasem pytania prowadzą do opowiedzi, ale czasem dokładnie na odwrót. Ja go widzę nagiego, choć wciąż w dresie i kominiarce, nagiego i bezbronnego, w momencie ponownych narodzin dla świata. Bardzo chciałbym wiedzieć, co się z nim stało dalej - czy koledzy go wykluczyli z grupy? Czy wrócił do szkoły, a potem został światowej sławy kardiologiem? Czy jednak ten moment prawdy przygniótł go do ziemi jak pluton chłopaków z prewencji i to tak, że do dziś się nie podniósł, a jego losy nie potoczyły się tak, jakbym mu życzył?

Nie jest to bowiem kwestią przypadku, że to on został wystawiony na front walki z kamerą i dziennikarzem TVN, musiał być ten człowiek jakimś liderem, jeśli nie formalnym, to na pewno uznanym, kimś o wysokiej charyzmie, wyróżniającym się licznymi przymiotami ciała i charakteru. Musiał cieszyć się estymą, a przecież w silnie shierarchizowanym środowisku kibicowskim takiej pozycji nie osiąga byle kto. I nie staje się to z dnia na dzień.

Dlatego ten upadek między 10 a 11 sekundą filmu musiał być bardzo bolesny. Z takiego upadku można wyjść potężnym, albo można nie wyjść w ogóle. Trzymam kciuki z całych sił, nawet jeśli już wszystko stracone (to już ponad 3 lata od wrzucenia filmu do internetu).

Proszę Was, gdy już umilkną śmiechy i chichoty, spróbujcie poszukać w tym filmiku czegoś z Waszych własnych losów. Trudno będzie Wam znaleźć obrót Koła Fortuny tak skondensowany, jak u erudyty z Gdańska, ale jeśli jego historię potraktujecie jak przypowieść, być może pozwoli Wam to odnaleźć jeden z okruchów sensu istnienia. Nie jest bowiem prawdą, że uczymy się tylko od intelektualistów.

Błogosławieni ubodzy w duchu, albowiem ich jest Królestwo Niebieskie. Błogosławieni cisi, albowiem oni odziedziczą Ziemię.

A na koniec chciałem - trochę na marginesie głównego wywodu - zwrócić uwagę, że erudyta z Gdańska zasługuje na uznanie z jeszcze jednego powodu. Próbuje bowiem myśleć i mówić jednocześnie, co w konsekwencji doprowadza go w to święte miejsce niewinności, ciszy i zrozumienia. Przyznaję - wygląda na to, że jednoczesne mówienie i myślenie to nie fach, w którym wykazuje się ów człowiek szczególną biegłością, ale już sam fakt, że próbuje, przynosi mu chwałę. Bo przecież wśród ludzi, których społeczeństwo darzy dużo większym szacunkiem, niż kibiców Lechii Gdańsk, jest zdecydowanie zbyt wielu takich, którzy takich prób nie podejmują i albo (to lepiej) myślą, nie mówiąc, albo (to zdecydowanie gorzej) jedynie mówią.

Do zobaczenia na FACEBOOKU i TWITTERZE.

sobota, 08 czerwca 2013

Dwa lata temu podsumowałem sezon sporą kobyłą o tym, kto nadaje się do Legii na następny sezon, a kto na czasy wielkości. W zeszłym roku chciałem to powtórzyć, ale ogólne przygnębienie po przekazaniu tytułu w ręce Śląska było jednak zbyt duże. Koncepcja jednak nie umarła, niniejszym wracam, może zrobi nam sie z tego jakaś tradycja? Zapraszam do krytykowania i odnoszenia się - niektóre sprawy poruszone poniżej leżą mi na sercu bardzo i niezmiernie jestem ciekaw Waszej opinii.

Ogólna teza jest taka, że tytuły i trofea do Wielkiej Legii mają się tak, jak pojedyncze zwycięstwa do tychże tytułów i trofeów. Cieszą, ale w ostatecznym rachunku mogą okazać się bezwartościowe. A teraz już krok po kroku.

DUSAN KUCIAK (POPRZEDNI RANKING: nie grał). Legia od lat żyje ze sprzedaży bramkarzy, podobnie jak większość z Was mam nadzieję, że trener Dowhań zarabia naprawdę duże pieniądze, tego wymaga zwykła przyzwoitość. Trudno więc myśleć o Kuciaku przyszłościowo, bo szanse, że zostanie na Łazienkowskiej na dłużej są nikłe. Być może zagra w przyszłym sezonie, ale nawet tego nie możemy być pewni. A ja mam poczucie, że jeśli chcemy budować Wielką Legię, to trzeba w końcu dochrapać się Wielkiego Bramkarza, który wysoki kunszt zapewni na długie lata, a nie na dwa czy nawet trzy sezony.

Bo piłkarsko ocena Kuciaka jest dość prosta. Już nie upieram się (tak jak w pierwszym sezonie jego gry w Polsce), że to najlepszy bramkarz Legii od lat, ale przy tak silnej konkurencji wciąż myślę, że dyskusje "Kuciak vs Mucha" czy "Kuciak vs Boruc" mają sens. Uwielbiam jego energię boiskową, uwielbiam patrzeć, jak wznawia grę, gdy rywale jeszcze rozpamiętują swoją nieudaną akcję, podziwiam refleks, szanuję odważne wyjścia na przedpole. Myślę jednak, że można mu pozwolić zarabiać większe pieniądze gdzie indziej, jeśli będzie chciał, ale tylko pod jednym warunkiem - że Legia zatrudni Emilijusa Zubasa. Przyszły sezon - TAK, Wielka Legia - WĄTPIĘ, ŻEBY DOTRWAŁ.

WOJCIECH SKABA (POPRZEDNI RANKING: przyszły sezon - NIE, Wielka Legia - NIE). Nie jestem fanem Wojciecha Skaby - gdyby miał być pierwszym bramkarzem, przepowiadałbym katastrofę. Tyle rzekłszy odnotowuję, że podobało mi się bardzo, jak podszedł on do roli rezerwowego, dowiózł bez marudzenia i na przyzwoitym poziomie Puchar Polski (5 straconych bramek w 8 meczach), nie jęczał i wymienił kilka kurtuazyjnych uwag z trenerem, co wśród byłych numerów jeden, którzy lądowali na ławce w "grywalnym" wieku, nie jest takie naturalne. Paradoksalnie potwierdza to jednak mój największy zarzut wobec Skaby - brakuje mu takiej ambicji, która jest niezbędna do osiągania rzeczy wielkich. Dlatego o ile ze Skabą na ławce się pogodziłem, o tyle chciałbym, żeby zawsze w klubie był co najmniej jeden bramkarz lepszy od niego. Przyszły sezon - ŁAWKA, Wielka Legia - NIE.

TOMASZ JODŁOWIEC (POPRZEDNI RANKING: nie grał). Trudno się gra z opinią najbardziej przereklamowanego piłkarza ligi. Trudno powiedzieć, czy to opinia zasłużona. 8 sezonów, 6 trofeów (ale to tylko dwa Puchary Polski i jedno mistrzostwo), 27 występów w kadrze (ale tylko kilka minut w meczu o punkty). Pisałem już, że moim zdaniem zimowe transfery Legii walnie przyczyniły się do zdobycie mistrzostwa i to nie tylko dzięki Gruzinowi. Warszawska drużyna dublet zdobyła szeroką ławką, z której wchodzili zawodnicy godnie zastępujący tych z pierwszej jedenastki. Przy takim zarządzaniu składem, jakie uprawiał trener Urban, w Legii jest miejsce dla Jodłowca - na razie na pozycji bliskich odwodów. Potem się zobaczy. Przyszły sezon - BLISKA ŁAWKA, Wielka Legia - RACZEJ NIE.

MARKO SULER (POPRZEDNI RANKING: nie grał). Byłem szczerze zdziwiony, gdy na początku maja wyszedł w pierszym meczu finału Pucharu Polski. Nie dlatego, że przypuszczałem, że nie zagra, ale dlatego, że wydawało mi się, że Legia już dawno go sprzedała. Przyszłości na Słoweńcu nie zbuduje się żadnej. Piłkarz bezpłciowy, bez poważnych atutów, z jedną czy dwoma poważnymi wadami (nonszalancja, nieumiejętność utrzymania koncentracji). Przyszły sezon - NIE, Wielka Legia - NIE.

JAKUB WAWRZYNIAK (POPRZEDNI RANKING: przyszły sezon - TAK, Wielka Legia - RACZEJ TAK). Moja opinia o Wawrzyniaku przez te dwa lata nie zmieniła mi się ani o jotę. To wciąż jeden z dwóch najlepszych polskich lewych obrońców, na dodatek piłkarz udzielający ciekawych i rozsądnych wywiadów pomeczowych, co zawsze sobie cenię. W poprzednim rankingu pisałem tak: "Świetny przykład na to, jak śliskim konceptem jest Wielka Legia. Wyobraźcie sobie Wielką Legię waszych marzeń. Jest w niej Wawrzyniak? Nie? Tak myślałem. Ale kto jest? Evra? Coentrao? Abidal? No właśnie. Lewi obrońcy to na rynku piłkarskim towar deficytowy, a lewi obrońcy z doświadczeniem w Lidze Mistrzów to towar deficytowy i drogi. Jasne, jest szansa na znalezienie jakiegoś lewodefensywnego odpowiednika Maora Meliksona za 300 tysięcy euro stąd czy stamtąd, ale szansa to niewielka. Przeciwnicy koncepcji Wawrzyniaka w Wielkiej Legii, z którymi rozmawiałem, twierdzą, że Legia z Wawrzyniakiem to jakaś Legia, ale na pewno nie Wielka. Ja twierdzę, że jeśli Wawrzyniak w fazie grupowej Ligi Mistrzów zrobi przeciw Legii karnego (tak jak to zrobił w Panathinaikosie) to nie będzie się czym martwić, bo to będzie oznaczało, że Legia gra w fazie grupowej Ligi Mistrzów". Przyszły sezon - TAK, Wielka Legia - RACZEJ TAK.

INAKI ASTIZ (POPRZEDNI RANKING: przyszły sezon - TAK, Wielka Legia - ŁAWKA). I znowu piłkarz, który nie zmienił się bardzo przez te dwa lata, a wraz z nim niewiele zmieniła się moja opinia. Różnica jest taka, że tym razem szasna na koniec polskiej przygody Hiszpana jest znacząco wyższa, bo ciśnienie w klubie na jego grę zmalało. Jednak lista piłkarzy, którzy już odeszli z Legii w ciągu kilkunastu dni po zdobyciu tytułu jest niepokojąco długa, dalsze transfery z klubu coraz bardziej zmieniałyby "wietrzenie szatni" w " poważnąrekonstrukcję", dlatego byłbym bardzo ostrożny z wypuszczaniem z Legii akurat Astiza, bo to piłkarz, który gwarantuje stabilną jakość w obronie. Przyszły sezon - TAK, Wielka Legia - RACZEJ NIE.

TOMASZ BRZYSKI (POPRZEDNI RANKING: nie grał). Cała moja sympatia dla tego piłkarza nie zmienia faktu, że do Legii wszedł źle, a młodszy już nie będzie. Za późno trafił do Legii, żeby wiązać z nim jakieś bardziej zaawansowane plany po zakończeniu kariery, choć jest to gość na tyle rozsądny i ogarnięty, że w jakiejś roli (trener młodych? skaut?) być może by się sprawdził. Miałem nadzieję, że chociaż stałe fragmenty w końcu będą bite w Legii porządnie, ale nawet to Brzyskiemu nie wychodziło dobrze. Koniec kontraktu będzie prawdopodobnie oznaczał koniec legijnej przygody. Kupiec się na niego nie znajdzie, bo nikt mu nie zapłaci tyle, co Legia. Przyszły sezon - ŁAWKA Z KONIECZNOŚCI, Wielka Legia - NIE.

JAKUB RZEŹNICZAK (POPRZEDNI RANKING: przyszły sezon - TAK, Wielka Legia - RACZEJ TAK). Ciekawe, co u niego słychać, prawda? Ledwie 3 mecze w 2013 roku pokazały, że nie zapomniał jak się gra w piłkę. Na prawej obronie ktoś musi grać, Rzeźniczak w pierwszej jedenastce to nie jest zły pomysł, a już na pewno konkurencja z Bereszyńskim wyjdzie klubowi na dobre. Kluczowe w tym wypadku jest jednak coś innego. Przed kontuzją Rzeźniczak systematycznie robił rok w rok duże postępy. Czy już osiągnął swój maksymalny poziom? Czy stać go na to, aby być jeszcze lepszym piłkarzem? Bo musi, jeśli Legia ma wiązać z nim poważne plany. Przyszły sezon - TAK, Wielka Legia - TO BARDZO ZALEŻY.

ARTUR JĘDRZEJCZYK (POPRZEDNI RANKING: przyszły sezon - ŁAWKA, Wielka Legia - NIE). No pomyliłem się okrutnie. Myślałem, że to słabiak, a okazał się być kozakiem. I po osiągnięciu poziomu kozackiego, z Legii odszedł. Co zrobić? Takie życie. Trzymam kciuki za przyszłe sukcesy, także w kadrze.

DICKSON CHOTO (POPRZENI RANKING: przyszły sezon - ŁAWKA, Wielka Legia - ŁAWKA). Trzy ostatnie sezony: 11 meczów, 5 meczów, 3 mecze. Chciałbym się dowiedzieć, kto podjął decyjzę, żeby z nim przedłużać kontrakt. Dobił do 10 pełnych sezonów w Legii średnio zagrał 17 meczów na sezon. Nie zapomnę mu zasług, ale za te zasługi był w klubie jednak zdecydowanie zbyt długo.

MICHAŁ ŻEWŁAKOW (POPRZEDNI RANKING: nie grał). Dziękuję bardzo panu kapitanowi - oprócz niezłych występów wniósł do Legii pewną klasę, której często temu klubowi brakuje. Szpaler na zakończenie jak najbardziej zasłużony, klub pożegnał się z nim dużo godniej niż kadra. I tak jakoś umknęło komentatorom, że Żewłakow w czasie swej długiej kariery zdobył sześć tytułów mistrzowskich w trzech różnych krajach. Naprawdę mało jest takich piłkarzy w Polsce i cieszę się, że Żewłakow zostaje w klubie.

Pytanie, czy posada dyrektora sportowego jest w tym wypadku najlepszym wyborem. Bo o ile cieszę się, że Żewłakow zostaje, o tyle na przykład do organizacji sieci skautów (obecna jest, krótko mówiąc, fatalna. Co przypomina mi po raz kolejny, jak bardzo nie lubię Marka Jóźwiaka) chciałbym, żeby Legia zatrudniła eksperta z doświadczeniem, najlepiej z zagranicy. Żewłakow w tej roli to eksperyment, a ja chyba nie mam ochoty na eksperymenty. Ale na przykład duet ekspert+Żewłakow byłby świetny.

BARTOSZ BERESZYŃSKI (POPRZEDNI RANKING: nie grał). Mariuszu Rumaku, naprawdę? Jasne, że trudno Legii będzie wyrównać rachunki z Lechem za Lewandowskiego, ale Bereszyński to niezły psikus. Nie widziałem w Warszawie młodego zawodnika, który miałby tyle przytomności umysłu na boisku, popartej w sumie nieprzeciętnymi umiejętnościami. A przecież jest duża szansa, że będzie się dalej rozwijał i to przez lata. Czekam na przyszły sezon z niecierpliwością, bo jestem bardzo ciekaw, co z tego chłopaka wyrośnie. Przyszły sezon - TAK, Wielka Legia - BARDZO MOŻLIWE.

IVICA VRDOLJAK (POPRZEDNI RANKING: przyszły sezon - TAK, Wielka Legia - TAK). Miałem wiele entuzjazmu dla niego dwa lata temu, siadło mi w zeszłym roku, z kolei w tym znowu wzrosło, ale nie do pierwotnego poziomu. Ale hej - karny z Lechem w 86 minucie to był majstersztyk, który w legijnej historii zapisał się wielkimi literami. Kluczowy mecz, kluczowy rywal, kluczowy moment i dwóch kolegów, z których każdy się ciut boi. Klasa, jak złota główka Fedoruka, czy złota goleń Svitlicy. Miał Chorwat słabe serie spotkań, ale miał też wybitne, z przewagą tych drugich. Meczów fatalnych niemal nie gra, kluczowych błędów w zasadzie nie popełnia. Przedłużenie kontraktu to na pewno dobry pomysł, ale nie zapominam, że Vrdoljak to prawdopodobnie świetny Robin, ale jednak słaby Batman. Przyszły sezon - TAK, Wielka Legia - TAK.

JANUSZ GOL (POPRZEDNI RANKING: przyszły sezon - TAK/ŁAWKA, Wielka Legia - NIE). Skończył nam się Gol, niestety. Zakazuję jednak w mojej obecności psioczyć na niego, bo przez te dwa i pół sezonu dał drużynie bardzo wiele, a co najmniej dwa momenty zasługują na wielkie brawa - pierwszy to gol ze Spartakiem (oczywista oczywistość), a drugi to ostatni, bardzo ważny mecz z Jagiellonią, w którym po przykrej zmianie w finale Pucharu Polski i spięciu z trenerem, wyszedł i zagrał doskonale. Za taką postawę nie mam nic, poza szacunkiem. Przyszłości z Golem nie wiążę, ale przeszłość wspominam mile. Przyszły sezon - ŁAWKA, Wielka Legia - NIE.

MIROSLAV RADOVIĆ (POPRZEDNI RANKING: przyszły sezon - NIE, Wielka Legia - NIE). Zerknijcie do poprzedniego rankingu, jeśli ocena sprzed dwóch lat Was dziwi. Nie chciałem wtedy Radovicia w Legii, bo wychodziłem z założenia, że to najlepszy czas, by go sprzedać i zarobić przywoite pieniądze. W tym miałem rację. I choć druga młodość Serba trwała dłużej niż zakładałem, to jednak nie dużo dłużej. Myślę, że teraz będzie tylko gorzej, coraz mniej będzie meczów, w których Radović zagra pierwsze skrzypce, w których jego gra decydować będzie o wyniku. Gdyby teraz znalazł się kupiec, nie wahałbym się ani minuty. Przyszły sezon - NIE/ŁAWKA, Wielka Legia - NIE.

MICHAŁ ŻYRO (POPRZEDNI RANKING: przyszły sezon - ŁAWKA, Wielka Legia - NIE). Nigdy nie miałem wiele wiary w jego talent, umiejętności i determinację. Daleko mu do prawdziwych nadziei tej drużyny, a kontuzja na pewno nie pomaga w rozwoju. Nie jet to piłkarz, którego skreślam, ale oczekiwań nie mam żadnych. Przyszły sezon - ŁAWKA, Wielka Legia - NIE.

DANIEL ŁUKASIK (POPRZEDNI RANKING: nie grał). Lubię i już. Wszyscy lubią, ja podkreślam mądrość i dojrzałość młodzika. Dobrze prowadzony, sam będzie mógł prowadzić Legię do rzeczy wielkich. Nie sprzedawać poniżej 3,5 miliona euro. Przyszły sezon - TAK, Wielka Legia - TAK.

DOMINIK FURMAN (POPRZEDNI RANKING: nie grał). Piłkarski bliźniak Łukasika. Razem mogą stworzyć duet na miarę Pisza z Wieszczyckim (przypominam: ćwierćfinał Ligi Mistrzów). Ponieważ ma więcej walorów ofensywnych niż kolega, a tacy piłkarze są drożsi - nie sprzedawać poniżej 5,5 miliona euro. Przyszły sezon - TAK, Wielka Legia - TAK.

MAREK SAGANOWSKI (POPRZEDNI RANKING: nie grał). Za późno wrócił do Legii, jest taka teoria, że gdyby stało się to rok wcześniej, to w 2013 świętowalibyśmy obronę dubletu. Nigdy nie zszedł w Warszawie poniżej 10 ligowych bramek na sezon. Wprawdzie 35 lat dla napastnika to wiek finiszowy, ale chyba nikt nie ma wątpliwości, że zarówno na boisku, jak i w szatni wiele będzie jeszcze z ełkaesiaka pożytku. Spodziewam się, że w dwóch następnych latach raczej odda miejsce w pierwszej jedenastce, ale nie będę zaskoczony, jeśli stanie się inaczej. Przyszły sezon: MOCNA ŁAWKA, Wielka Legia - NIESTETY NIE ZDĄŻY.

WLADIMER DWALISZWILI (POPRZEDNI RANKING: nie grał). Najlepszy transfer zimowy, z szansami na najlepszy transfer od lat. W Legii 19 meczów/9 bramek, w całym sezonie 34/16. Mały, sportowy czołg, który nawet jak nie strzela bramek, to odbiera obrońcom ochotę nie tylko na granie, ale i na oglądanie futbolu w telewizorze. Silny jak Chinyama, tylko w piłkę trzy razy lepszy. Zdyscyplinowany taktycznie - trzeba mu poświęcać tyle uwagi, że koledzy z drużyny mają dużo więcej miejsca. Jednak długi przestój, jaki Gruzin zaliczył po tym, jak zdobył miejsce w składzie kosztem Ljuboi, był na tyle wyrazisty, że trudno się nie niepokoić. Wciąż jednak oczekuję od dżygita bardzo wiele. Przyszły sezon: TAK, Wielka Legia - WIELCE PRAWDOPODONIE.

MICHAŁ KUCHARCZYK (POPRZEDNI RANKING: Przyszły sezon - TAK, Wielka Legia - RACZEJ TAK). Być może najbardziej kontrowersyjna z moich opinii. Ja rozumiem, że Kucharczyk się pogubił, że zatrzymał w rozwoju, że oczekiwaliśmy dużo więcej. I nawet nie wiem, co w nim jest takiego, co każe mi wciąż w niego wierzyć - czy to zadziorność, czy ambicja, czy rzadkie przebłyski, czy wspomnienie wejścia smoka w meczu z Lechem w pierwszym sezonie Macieja Skorży. Ale wierzę i będę zachwycony, jeśli klub da mu jeszcze jedną szansę. Z zastrzeżeniem, że naprawdę ostatnią. Przyszły sezon - OSTATNIA SZANSA, Wielka Legia - NAJPIERW PRZYSZŁY SEZON.

JAKUB KOSECKI (POPRZEDNI RANKING: nie grał). Tak jak od zawsze, gdy tułał się w ogonach, albo po Łodziach i Gdańskach, lansowałem go i liczyłem, że zrobi wiele wiatru w pierwszym składzie Legii, tak teraz, gdy został gwiazdą całej ligi (kto wie, czy nie największą), myślę, że nadszedł czas na poważne pytania. Na przykład - skoro Kosecki szybszy już nie będzie, to czy może być lepszy? Czy w przyszłym sezonie będzie w stanie potwierdzić swoją jakość, gdy obrońcy całej ligi będą polować nie tyle na niego samego, ile przede wszystkim na jego nogi? Czy jego atuty sprawdzą się w europejskich pucharach? I całkiem poważnie - czy to jest piłkarz, wokół którego można budować wielokrotnie wspominaną przeze mnie w tym tekście wielkość?

I gdy już odpowiemy sobie na te wszystkie pytania, to być może dojdziemy do wniosku, że Koseckiego dobrze by było sprzedać za duże pieniądze, bo lepszej okazji (jak w wypadku Radovicia dwa lata temu) już nie będzie. A jedyne, co mnie przed tym wnioskiem powstrzymuje, to poważna wątpliwość, czy Legia jest w stanie tego wiatraka kimś zastąpić w jedną letnią przerwę. W obecnym składzie kandydata nie ma. Na pewno szybko zacząłbym go szykować. Przyszły sezon - TAK, Wielka Legia - NIE.

DANIEL LJUBOJA (POPRZEDNI RANKING: nie grał). Głupio wyszło, jakiś niesmak po tym całym finale pozostał, ale jeśli kimkolwiek w ostatnich latach się autentycznie zachwycałem w Legii, to Ljuboją. Mimo licznych wad, najlepszy piłkarz jakiego widziałem w koszulce Legii co najmniej od 1995 roku, a być może w całej mojej legijnej historii...

...zrobiłem sobie przerwę w pisaniu, żeby obejrzeć asystę Daniela w pierwszym meczu ze Spartakiem i autentycznie przeszedł mnie dreszcz. A przecież takich zagrań widzieliśmy przez dwa lata mnóstwo. Panie Danielu, nie zapomnimy Pana nigdy.


************************

Kobyła powoli zmierza ku końcowi, ale jeszcze dwie rzeczy w niej się znaleźć muszą.

1. Czy powyższe oceny traktować poważnie? Patrzę na ranking sprzed dwóch lat i z tej perspektywy widzę, że:

a) trafiłem w punkt (nie z przewidywaniami, ale z oceną i to wykluczając oczywiste oczywistości, takie jak Ogbuke, czy Kelhar) 5 razy (Skaba, Choto, Kiełbowicz, Astiz, Gol).

b) zaliczyłem trafienie, ale braw nie było - 8 razy. (Antolović, Radović, Wawrzyniak, Manu, Cabral, Wolski, Żyro, Mezenga).

c) trafiłem kulą w płot 6 razy (Vrdoljak, Komorowski, Rzeźniczak, Rybus, Hubnik, Kucharczyk).

d) postrzeliłem się w stopę raz, a porządnie (Jędrzejczyk).

e) trudno powiedzieć, co zrobiłem - 2 razy (Borysiuk, Szałachowski).

Nie piszę tego, żeby się chwalić - choć wyszło chyba nieźle - ale dlatego, że czuję, że winien jestem Wam rozliczenie z tego, co piszę tutaj na blogu.

2. JAN URBAN (POPRZEDNI RANKING: nie pracował). Trener Urban ma liczne zalety: po pierwsze piłkarze pójdą za nim w ogień i darzą go wielkim zaufaniem. W Warszawie to jest absolutnie kluczowy czynnik. Po drugie, to zaufanie bierze się także z tego, że pod względem fizycznym wyglądają najlepiej w lidze, a to dzięki sztabowi, który trener w klubie zbudował. Po trzecie - w klubie, który chce bazować na wychowankach, trener, który tak dobrze wprowadza młodych do drużyny, to skarb. Po czwarte wreszcie - dyskretna elegancja, trafność osądów i niekwestionowana inteligencja tworzą w Urbanie mieszankę, której ze świecą szukać wśród polskich trenerów.

To jednak nie może przysłonić niedoskonałości - nie wiemy, jak dobry wujek Urban zareaguje, gdy drużynę dopadnie kryzys z prawdziwego zdarzenia, ale mamy prawo podejrzewać (biorąc pod uwagę jego poprzednią kadencję), że rozwiązania nie będą wzorcowe. W tym sezonie Legia nie przeszła żadnego poważnego doła, ale wiara, że takie nie zdarzą się w przyszłości, jest wiarą naiwną.

To nie wszystko. Trener Urban nie jest geniuszem, jeśli chodzi o taktykę, a błysk geniuszu może się okazać niezbędny w Europie. A skoro już o Europie - tutaj najzwyczajniej na świecie brakuje też doświadczenia trenerskiego.

Wiemy jednak już niemal z całą pewnością, że w Polsce lepszego trenera dla Legii nie znajdziemy, a eksperymenty z trenerami z zagranicy też nie budzą entuzjazmu. Jeśli więc kiedyś komuś przyjdzie do głowy zastępować Urbana kimś innym, to tylko pewniakiem zagranicznym, z ewidentnymi sukcesami i to nie z zamierzchłej przeszłości. Na razie nie ma jednak żadnej potrzeby zmian, a każde inne rozwiązanie, niż przedłużenie kontraktu byłoby zwyczajnie bezmyślne. Przyszły sezon: TAK, Wielka Legia - TRZYMAM KCIUKI.

****************

A dyskusję prowadzimy, gdzie komu wygodnie - w komentarzach, na FACEBOOKU i na TWITTERZE.

czwartek, 06 czerwca 2013

Ostatnio poruszyła mnie wypowiedź trenera Lecha Poznań, Mariusza Rumaka, który wyłożył dziennikarzom własną koncepcję społeczno-geograficzno-futbolową. Poruszyła w sensie pozytywnym - bo aż się uśmiechnąłem.

"W Wielkopolsce organiczna praca u podstaw i wytrwałość była cechą zawsze wyróżniającą. W Lechu też na nią stawiamy (...) Legia ma swoją koncepcję rozbudowy klubu, my swoją. Spójrzmy, w jakich klubach lądują gracze z obu klubów. Legia otwarta jest na Wschód, tam wysyła swoich graczy. Fajna liga, można zarobić, ale stamtąd już bardzo trudno wyjechać na Zachód. My otwieramy poprzez nasz klub czy Bundesligę czy inne ligi zachodnie. To jest inny kierunek. Widać, że my jesteśmy bliżej lig zachodnich i Europy Zachodniej. Oni natomiast Wschodniej".

W komentarzach już wytknięto trenerowi, że argumentacja wprawdzie ciekawa, ale Lwów i Nankin niestety leżą na wschodzie, a Florencja, Kaiserslautern i Liverpool na zachodzie. Ja sam mógłbym sobie pozwolić na drobą uszczypliwość, że teoria nie trzyma się kupy także dlatego, że na Wschód odszedł z Lecha Bartosz Bereszyński, ale w tej notce nie chodzi o to, żeby się wyzłośliwiać.

Chciałem natomiast zwrócić uwagę, że porównywanie Lecha do Legii staje się powoli wielkopolską tradycją. Ot, wdzięczny i ciekawy folklor, jak wycinanki w Łowiczu, czy palmy wielkanocne w Lipnicy Murowanej. Z tym, że w Poznaniu zachodzi w związku z tym ciekawe zjawisko - im więcej porównań do Legii, tym więcej zaprzeczeń, że przecież żadnych porównań nie ma. A że potem trener Rumak startuje ze swoim "spójrzmy na oba kluby..." i całą denalistyczną konstrukcję trzeba budować od nowa - cóż, powiem banalnie, że w życiu nie zawsze jest słodko.

Ponieważ od zawsze mam dużo sympatii dla Poznania i Poznaniaków, chciałem wyjść naprzeciw tym wszystkim porównaniom. Od razu zaznaczam, że robię to jednorazowo, zabawa jest raczej nudna, ale postaram się zrobić to na tyle intensywnie, żeby starczyło na czas jakiś. W jakimś sensie też chciałbym zamknąć temat, choć oczywiście nie po to, by tradycję poznańską zabijać, tylko po to, żeby do jej mitologicznego wymiaru dodać wymiar racjonalny.

Drodzy Poznaniacy, drogi trenerze Rumaku,

Wiecie, ile razy Lech był wyżej od Legii w tabeli od czasu waszego powrotu do ekstraklasy w 2002 roku?

Jeden raz w ciągu jedenastu sezonów.

A wiecie w ilu sezonach (cały czas mowa o latach 2002-2013) Lech strzelił więcej bramek niż Legia? W jednym dwóch. A w ilu stracił mniej bramek? W jednym dwóch. To może wiecie jaki jest bilans bezpośrednich meczów ligowych między Lechem a Legią? 10 zwycięstw Legii, 8 zwycięstw Lecha, 4 remisy. Bilans bramkowy 25-17.

W tytułach mistrzowskich 2-1 dla Legii, w Pucharach Polski 4-2, w Superpucharach - no, w końcu 1-1. Ale już w miejscach na podium 9-3.

Piszę to po to, żeby Wam wyjaśnić jedną całkiem prostą rzecz. Legia jest lepszą drużyną od Lecha. Po prostu. Nie w tym sezonie (choć w tym też), tylko w ogóle. Całokształtnie. Tym razem z Wami Legia walczyła o tytuł, ale sytuacja to raczej wyjątkowa, bo zwykle inne drużyny są dla Legii groźniejsze.

I wiedzcie, że nic w tym złego. Tak jak nie ma nic złego w tym, że Lech jest lepszy od Podbeskidzia, a Legia gorsza od Wisły Kraków. To jest dokładnie ten sam mechanizm.

No właśnie - zostańmy przy tej Wiśle. W Warszawie nikt nie podaje w wątpliwość faktu, że w ostatnich latach, niech już będzie, że jedenastu, to Wisła była najlepszym polskim klubem. Godzimy się z tym faktem, rozumiemy przyczyny, nie cieszymy się z tego, ale też nie staramy się zaprzeczyć. Nie porównujemy się z Wisłą tylko po to, żeby udowodnić, że jesteśmy równie dobrzy. Nie jesteśmy. Mamy nadzieję, że kiedyś będziemy.

Więc jeśli porównujecie Lecha do Legii, bo chcecie równać do lepszego, z szacunkiem podchodząc do jego osiągnięć - to super, trzymam kciuki z całych sił. Ale jeśli po to, żeby zaprzeczać prostej prawdzie - z dobrego serca odradzam. To nie ma sensu. Szkoda Waszego czasu.

MAREK ZOSTAW, SOKÓŁ BIJ: FACEBOOK - TWITTER

sobota, 25 maja 2013

Bez bramki i asysty kończą ligowy sezon Dusan Kuciak, Bartosz Bereszyński, Michał Żewłakow, Marko Suler, Dickson Choto a także Michał Kopczyński. Każdy z pozostałych zawodników ma czarno na białym wpisany wkład w tytuł.

Wkład Kuciaka w tytuł nie podlega dyskusji - zagrał we wszystkich meczach, wpuścił ledwie 22 bramki. Bereszyński to odkrycie sezonu, a w najważniejszym meczu sezonu (zarówno dla siebie, jak i dla drużyny) z Lechem zaliczył kapitalny występ, walnie przyczyniając się do zwycięstwa 1:0. Żewłakow - dopóki grał, był kapitanem (9 zwycięstw, 4 remisy, 1 porażka). Suler (obrońca) - 6 meczów, 5 zwycięstw, 4 stracone bramki. Choto (obrońca) - 2 mecze, 2 zwycięstwa, 1 stracona bramka bezpośrednio z rzutu wolnego. Nawet Michał Kopczyński zagrał 6 minut w lidze i wziął udział w akcji, zakończonej golem.

Dla porównania: W zeszłym roku w punktacji kanadyjskiej w Legii więcej niż trzy punkty zdobyło ośmiu zawodników. W tym - dwunastu. W zeszłym roku dwunastu zawodników strzelało ligowe gole dla Legii. W tym - piętnastu. W zeszłym roku obrońcy Legii zaliczyli 2 gole i 6 asyst. W tym - 7/6. Można takie statystyki wyciągać w nieskończoność.

Piłkarze często podkreślają, że w Legii każdy czuje się ważny, nawet jak nie gra, nawet gdy nie łapie się do osiemnastki.

To nie jest puste gadanie. W końcu mówimy o Drużynie Mistrzów.

MAREK ZOSTAW, SOKÓŁ BIJ: FACEBOOK - TWITTER.

poniedziałek, 20 maja 2013

Tytuł to raczej prowokacja, czytajcie spokojnie dalej.

Obiecałem sobie, że napiszę ten tekst bez względu na wynik meczu z Lechem i bez względu na to, kto wygra ekstraklasę. I mam świadków, że teorię poniższą wygłaszałem publicznie, z pełnym przekonaniem, głosem spokojnym, tonem zrównoważonym. A teoria brzmi, że tytuł w tym roku nie ma większego znaczenia, a od tego kto będzie mistrzem nie zależy absolutnie nic.

Jeśli mistrzem będzie Lech to najwyżej punkt, może dwa przed Legią. Jeśli mistrzem będzie Legia, to przewaga będzie być może ciut większa, ale też nie ma mowy o nokaucie. Być może różnica między światłością tytułu, a mrokami drugiego miejsca będzie grubsza niż włos na głowie Mariusz Jopa, nie znaczy to jednak, że należy ją przeceniać.

Zbierzmy kilka faktów. Że...

...Legia do tej pory wygrała wszystkie swoje dwumecze, jeśli jakiś przegra to być może ze Śląskiem (0:1 jesienią). Lech przegrał dwumecz z Legią i Jagiellonią, prawdopodobnie przegra też ze Śląskiem (0:3 jesienią).

...Puchar Polski Legia zdobywa po raz trzeci.

...62 punkty to najlepszy wynik klubu z Ł3 od 2008 roku (63), a jeszcze trzy kolejki przed nami. Punktów zapewne będzie co najmniej tyle samo niż w mistrzowskim roku 2006 (66). Szykuje nam się więc najlepszy sezon punktowy od roku 1997 (77), gdy w lidze grało 18 drużyn.

...(pamiętając o tym, że jeszcze trzy kolejki do końca) 53 bramki Legia strzeliła w sezonach 2006/2007 i 1999/2000, 56 w sezonie 2003/2004, 61 w 2002/2003. Wyniki 50+ to z całą pewnością nie jest norma.

...Lech Poznań idzie na swój punktowy rekord wszech czasów.

Zatem jak nie spojrzeć: mistrzostwo, czy nie, sezon ligowy Legii się udał, osiągnięcia zdecydowanie ponadprzeciętne. A jeśli Lech będzie o ten punkt, albo dwa lepszy? To już wola boża, pech wyjątkowy (z takimi wynikami tytuł w poprzednich latach świętowalibyśmy w kwietniu), nic więcej. Oznaczać to będzie tydzień zgrzytania zębami, tańsze wina pite na smutno, wysłuchanie ze dwa razy "Gdzie twoje berło..." i mniej więcej tyle.

A jeśli lepsza będzie Legia? Cóż, feta na Starym Mieście, zdarty głos Wojciecha Hadaja, wina nieco droższe spożywane na wesoło, ale równie szybko - rzyga się po nich mniej więcej tak samo. Doświadczenie uczy, że radość trwa równo 7 dni.

"Mistrzem Polski jest Legia..." na Ł3 będzie śpiewane przez cały przyszły sezon tak czy siak.

Z dwóch poprzednich tytułów mistrzowskich dla Legii nie wynikło absolutnie nic. Nie stanowiły żadnej podstawy, w Europę nas nie powiodły (a 1:6 z Valencią pobolewa do dziś) (EDIT: Franek mi zwrócił uwagę w komentarzach, że sezony mi się pomyliły), nie przekuły się w żadną trwalszą wartość, piłkarze je zdobywający nie stali się legendami, a wielu z nich nie dochrapało się nawet statusu ciekawymi anegdotami. To już 3. miejsce i Puchar Polski Skorży dały Legii więcej - w tym niezapomniane mecze ze Spartakiem i kuźnię Ligi Europejskiej, w której - czy ktoś podziela moje zdanie? - zaczęły się wykuwać dzisiejsze sukcesy.

Jasne, lubimy trofea. Wyciągałem już kiedyś na wierzch oczywistą dla wielu z Was oczywistość, że w Warszawie są tylko dwa miejsca do zajęcia w lidze: pierwsze oraz wszystkie pozostałe. Pamiętam złotą główkę Fedoruka, złotą goleń Svitlicy, złoty zamach Włodarczyka, tak samo pewnie zapamiętam stalowe nerwy Vrdoljaka. To wszystko bardzo miłe wspomnienia.

Ale ja od dwudziestu z hakiem lat nie chcę tylko trofeów. Na dłuższą metę okazują się one być jedynie ciekawostkami. Ja chcę Wielkiej Legii. Legii, która dominuje w kraju (może być do spółki z inną drużyną), jest groźna w Europie. I tylko takie rozwiązanie mnie interesuje. Jakaś sekwencja zdarzeń - nowy stadion, koniec protestu, dobry sezon w Lidze Europejskiej, trzy Puchary Polski, świetne owoce Akademii, wreszcie cały obecny sezon - która sprawia, że ponownie ożywa we mnie nadzieja na Wielką Legię. Że to już gdzieś na horyzoncie zdarzeń.

Ja znam tę nadzieję. Narzucała mi się już wielokrotnie, zawsze na koniec okazując się nieuzasadnioną. Legia "Zawsze Coś" Warszawa. Nie ufam tej nadziei, pomny doświadczeń. Ale jest. I jest coraz żywsza.

Tytuł spełnienia tej nadziei mi nie da - czemu miałby, skoro poprzednie okazywały się dość szybko tylko rozczarowaniami? Wielką Legię można budować dalej zarówno po mistrzostwie, jak i po drugim miejscu. Sprowadzać coraz lepszych piłkarzy, jeszcze lepiej doszlifowywać wychowanków, rozbudować zaplecze skautingowe i cały pion sportowy, w różnego rodzaju partnerstwach tworzyć strukturę, obejmującą coraz to nowsze pola, korzystać z doświadczeń klubów zagranicznych, ale też tworzyć własną jakość, niepowtarzalną i - co najważniejsze - efektywną.

Dużo ważniejsze rzeczy będą się w klubie działy latem, niż w najbliższych meczach. Prezes już się osadził, już błysnął raz czy drugi, teraz ma całą długą przerwę, żeby realizować swoją koncepcję. Tytuł może mu wprawdzie pomóc, ale drugie miejsce nie powinno przeszkadzać.

PS: Polecam się:

- NA FACEBOOKU.

- NA TWITTERZE.

1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 40
| < Styczeń 2018 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31