Legia Warszawa - lata udręki, przerywane krótkimi okresami nieuzasadnionej nadziei
RSS
poniedziałek, 14 stycznia 2013

U Dybala można przeczytać, czemu transfer Brzyskiego do Legii to dobra wiadomość. W skrócie 1) Bo na lewym skrzydle to w sumie nie wiadomo, kto ma grać 2) bo w końcu będzie miał kto bić rożne i wolne.

Koledzy z Konwiktorskiej też o Brzyskim mówią ciepło - zero sodówki, maksimum zaangażowania od linii do linii. Więc miło.

Uwagi na marginesie tego transferu są krótkie - Brzyski będzie wspaniale dośrodkowywał z rzutów rożnych i strzelał z wolnych pod jednym warunkiem: że w ogóle będzie grał. Od lat pieję (od tak zwanego "późnego Iwańskiego"), że Legia jak tlenu potrzebuje kogoś, kto potrafi kopnąć nieruchomą piłkę w okolice głów swoich kolegów. To jest główny element układanki, którego na Łazienkowskiej brakuje, a od 2007 roku co najmniej dwa mistrzostwa Polski zostały w ten sposób załatwione (Iwański do Arboledy w Zagłębiu, Mila do tych trzech, co są do siebie z daleka bardzo podobni, w Śląsku), w naszym grajdołku to naprawdę duży atut.

Z tym, że - jako się rzekło - najpierw trzeba grać. Do wolnych i rożnych na ławce mamy już Kiełbowicza na ławce, jego telekinetyczne umiejętności w zdobywaniu goli nie pomagają.

I tu dochodzimy do sedna - sens ten transfer ma tylko pod warunkiem, że Brzyski trafi do pierwszego składu. Bo jeśli będzie piłkarzem końcówkowym, to takie pieniądze można było wydać znacznie lepiej. Wawrzyniak poradzi sobie i bez konkurencji.

Oczywiście trzymam kciuki.

PS: No i wygląda na to, że z rywali do tytułu pozostał tylko Lech - otwarta dyskusja na FACEBOOKU.

sobota, 05 stycznia 2013



Cieszyłbym się ze zwolnienia Marka Jóźwiaka, gdyby nie przekonanie, że to nieprawda, że nie może być gorzej. Legia skąpi nam wyjaśnień, więc nie wiemy, co było przyczyną tego rozstania, nie wiemy na jakim etapie są te czy inne negocjacje, ani co z nich wyniknie. Pożegnanie z Jóźwiakiem nie jest ani dobre, ani złe. I nie w Jóźwiaku leżał sportowy problem Legii. Wywalanie jest proste, budowanie - dużo trudniejsze.

No niech będzie - trochę dobre to zwolnienie jest. Do Marka Jóźwiaka nigdy nie miałem pretensji, że jest słabym szefem tego, albo nieskutecznym dyrektorem ds. owego. Tępy ból zębów powodował sam fakt, że Jóźwiak w klubie o ambicjach dorównujących jedynie ego swoich kibiców w ogóle może o czymś decydować.

Będąc prostym człowiekiem, na futbolu rozumiejącym się umiarkowanie, zakładam, że dyrektor sportowy to jest gość. Wiecie, taki, który mówi "Mam wizję taką a taką, chcę z tego klubu zrobić to i tamto, a moim celem jest zwyciężanie na chwałę i ku pamięci potomnych". Dyrektor - zapewne z własnym gabinetem, asystentką i dyrektorską pensją - nie myśli o drużynie za miesiąc, tylko o drużynie za trzy lata. Jeśli jedynymi kompetencjami dyrektora sportowego jest znajomość języka francuskiego (czego efektem transfery Ouattary i Ljuboi) i przyjaźń z kolegą z boiska, który postanowił zostać managerem (Roger, Edson), to ja takim dyrektorem będę rozczarowany, nawet jeśli nie pojawiałby się na photo-opach w podartych jeansach.

Pretensje o konkretnego Blanco, Novo, Manu, czy Mezengę są nieistotne. Zło czaiło się w chaosie, przypadkowości i bezmyślności, które po prostu biły z całych serii decyzji. Jaką Legię Przyszłości widział pan dyrektor sportowy? Jaka spójna koncepcja stała za kolejnymi transferami, z których częściej niż co drugi okazywał się nie tyle rozczarowaniem, ile porządną klapą? Wreszcie - dlaczego pozwolono na wypuszczenie kluczowych zawodników w kluczowym momencie poprzedniego sezonu bez zapewnienia zastępstwa?

I wracam do tabliczki na drzwiach - bo niektórzy powiedzą, że to wszystko nie wina Jóźwiaka, tylko korporacyjnych trybów ITI. A ja odpowiem - dali ci stołek dyrektorski, to zachowuj się jak dyrektor. Albo daj spokój.

Dziś bez sprawdzania pamiętam speczaciąg, gdy na trybuny nowego stadionu wrócił doping, a przed meczem z Arsenalem Wojtek Hadaj próbując przekrzyczeć huczące fajerwerki, przedstawiał "Macieja Skorżę, trenera skazanego na sukces": Vrdoljak, Cabral, Mezenga, Manu, Antolović, Kneżewić - chłopaki z plakatu. To był ten czas, w którym drużyna dostała wszystko, czego trzeba do sukcesu. I o sukces nawet się nie otarła. Wśród winnych w moim rankingu Jóźwiak zajmuje solidne pierwsze miejsce.

Zatem nie będę za nim tęsknił, ale zaznaczam, że ta zmiana to dużo za mało, żebym uwierzył, że kierunek jest przemyślany, a przyszłość świetlana. Wielką nadzieją tej drużyny jest Akademia - nawet nie przez fakt, że produkuje Furmanów i Łukasików, tylko dlatego, że świadczy o tym, że mimo wszystko ktoś w tej Legii myśli intensywniej, niż dwa posunięcia naprzód. Oby pożegnanie z dyrektorem ds. transferów wpisywało się w ten trend.

PS: Na FACEBOOKU jestem dla Jóźwiaka jeszcze bardziej bezlitosny.

czwartek, 22 listopada 2012

Zostałem do tego zobowiązany tytułem programu.



Kłótnia do obejrzenia tutaj: Pokłóćmy się o Legię.

poniedziałek, 19 listopada 2012

Mój plan na Lecha (z Jędrzejczykiem na środku obrony) się sprawdził i to mimo zawartej w nim uwagi o tym, że "Gol w środku pomocy daje jednak więcej pewności niż Furman". Oczywiście sprawdziłby się znacznie gorzej, gdyby Lech miał w drużynie jakiegoś napastnika.

Trudno nie widzieć w Legii głównego kandydata do tytułu, ja - mimo tradycyjnego pesymizmu - myślę wręcz, że to kandydat jedyny. Niedzielny mecz pokazał, ile mistrzowskiej jakości ma Lech, gra Polonii jest zbyt uboga, żeby jej passa mogła trwać, Śląsk to ciamajdy (Mila określił się dziś mianem "piłkarskiego debila", więc "ciamajdy" to w zasadzie pochwała), Górnik... no, może Górnik, ale naprawdę ktoś wierzy, że Górnik? Już od zeszłej rundy wiadomo, że w Polsce jedyną drużyną, która może powstrzymać Legię w mistrzowskim marszu jest Legia - choć trzeba przyznać, że do tego powstrzymywania ma i talent i umiejętności i doświadczenie.

Jest jeszcze kalendarz Majów, ale zostawmy ten temat na chwilę.

Skoro już udało mi się Legię koronować, to rozważmy sobie przez chwilę taki nieprawdopodobny wariant, że tytuł jedzie gdzie indziej. To naprawdę niezwykłe ćwiczenie intelektualne. Taki bowiem scenariusz oznacza koniec Legii.

Będziemy mieli wtedy klub, który w idealnych warunkach, na świetnym stadionie i bez rywali po raz kolejny przegrywa sezon. To będzie klub z pustkami w kasach, bez kibiców (starzy sobie poszli, nowi nie przyjdą bez sukcesów), zmuszony do wyprzedaży rodowych sreber, z właścicielem, który coraz mnie interesuje się nie tylko klubem, ale w ogóle piłką nożną. Z przyzwoitą Akademią produkującą towar do jak najszybszego eksportu.

Brak mistrzostwa to ostateczny upadek koncepcji ITI, bez żadnych nadziei na poprawę. Łatwiej już nie będzie.

Oczywiście koncepcja ITI-PATATAJ ma wielu zwolenników, pytanie co potem. Wiara, że przyjdzie inwestor ze znaczącymi sumami to oczywiście nic złego, podobnie jak wiara w to, że globlane ocieplenie to mit. W każdym razie obawiam się, że Legię bez mistrzostwa trzeba będzie wymyślać od zera.

Co, jak uczy doświadczenie, oznacza straszną mękę.

PS: Na Facebooku odbywa się wspólne czytanie wiaralecha.pl. Bardzo przyjemnie :)

niedziela, 11 listopada 2012

1. Może sobie Tomasz Hajto mówić, że "graliśmy piłką" i "wyłączyliśmy Ljuboję", tak jak my możemy narzekać na znakomitą rolę Sulera w przedstawieniu "Żona Lota" przy golu Frankowskiego (jeszcze do tego wrócę), ale prawda jest taka, że Jagiellonii mecz wybronił bramkarz. Jakub Słowik rewelacyjnie obronił trzy strzały Ljuboi, przeciął będące na styku podanie Radovicia, dorzucił do tego kilka pomniejszych udanych interwencji. Sam nazwałbym go bohaterem, gdyby nie pajacowanie z grą na czas w końcówce (który to proceder będę tępił zawsze i wszędzie, czy u rywali, czy u Legii).

To pierwszy bramkarz, który zatrzymał Legię w tym sezonie, ale nie pierwszy, który w meczach z Legią czarował. Zajac jednosobowo nieprawdopodobnymi wygibasami trzymał Podbeskidziu wynik niemal do samego końca meczu, Pareiko zapobiegł klęsce Wisły, Buchalik fantastycznie obronił karnego, po którym Lechia nabrała wiatru w żagle, lepiej niż przeciętnie grali także Małkowski i Trela. Żaden z tych magików nie załatwił swoim drużynom nawet punktu.

Tak się czasem zdarza, że bramkarz "jest w tunelu", odbija wszystko, co można, a także kilka rzeczy, których nie można, piłka nie ma jak go minąć, faworyt przegrywa, kibice drużyn grupy pościgowej się cieszą. Porażka z Jagiellonią boli, ale nie martwi (zacznie martwić dopiero, gdy Lech, dla którego to jak zwykle będzie mecz roku, da odpór za tydzień). W zeszłym sezonie kolega dziennikarz niejednokrotnie narzekał na Legię, że nawet nie dała szansy golkiperowi rywali na zostanie bohaterem. W tym roku bramkarze dostają od Legii takich szans mnóstwo, Słowik ją wykorzystał.

W złym momencie przyszła jednak ta pierwsza porażka, bo poznańska lokomotywa powoli się rozpędza, ułańska Polonia nie zwalnia, a trzymanie tabeli pod kontrolą Legii zwykle służy. Więc gdy ta kontrola gdzieś się wymyka, to trudno się nie niepokoić. Mecz w Poznaniu będzie kluczowy, nie dlatego, że w Poznaniu (jeśli chodzi o tzw. "klasyki", to wyżej sobie cenię co najmniej trzy inne pojedynki w lidze), ale dlatego, że z co-wiceliderem, który na podwójnym gazie (przeciw liderowi i przeciw Legii) może przejąć w inicjatywę. A to dla Legii nie oznacza nic dobrego.

2. A jeśli czegoś się boję najbardziej w meczu następnej kolejki, to występu Sulera właśnie. Nie wiem, kto rozsiewał plotki, że Słoweniec dobrze zagrał z Lechią. Już sama "siateczka" między nogami, którą dostał w polu karnym od Traore była lekko kompromitująca, ale niepewnych interwencji środkowy obrońca ma w każdym meczu pokaźną liczbę, do tego dochodzi irytująca nonszalancja przy wyprowadzaniu piłki (co miało być jego atutem) i kłopoty z utrzymaniem linii. Defensywa z Sulerem to defensywa chaotyczna i niepewna, gotowa w każdej chwili sprezentować coś rywalom. Duch Pance Kumbeva unosi się nad Słoweńcem, moim zdaniem możemy już bezpiecznie założyć, że ten transfer się nie udał.

Suler słaby, Astiz wykartkowany, Żewłakow prawdopodobnie bez formy, Rzeźniczak bez głowy (za początek meczu z Jagiellonią powinien zapłacić karę w nieużywanych pięciodolarówkach o niekolejnych numerach), Wawrzyniak kontuzjowany, Choto... on jeszcze w ogóle żyje? Jest źle, mój plan na Lecha jest zatem eksperymentalny, ale w obecnej sytuacji każdy plan jest eksperymentalny:

                                 Wawrzyniak - Vrdoljak, Jędrzejczyk - Rzeźniczak

                                                             Gol - Łukasik

Meczu w Poznaniu nie trzeba wygrywać, ale nie można przegrać. Vrdoljak na środku obrony już kilkakrotnie dawał radę, Gol w środku pomocy daje jednak więcej pewności niż Furman. Koncepcja opiera się oczywiście na zdrowym Wawrzyniaku, bez niego wszystko się sypie, Suler wraca do składu, Lech wygrywa 1:0, potem zdobywa mistrzostwo, awansuje do Ligi Mistrzów i na lata dominuje w ekstraklasie. Podobno fizjoterapeuci Legii potrafią dokonywać cudów. To jest ten moment.

*Romeo i Julia, Akt III, scena V

PS: Jestem też FACEBOOKU.

| < Styczeń 2018 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29 30 31