Legia Warszawa - lata udręki, przerywane krótkimi okresami nieuzasadnionej nadziei
RSS
poniedziałek, 20 maja 2013

Tytuł to raczej prowokacja, czytajcie spokojnie dalej.

Obiecałem sobie, że napiszę ten tekst bez względu na wynik meczu z Lechem i bez względu na to, kto wygra ekstraklasę. I mam świadków, że teorię poniższą wygłaszałem publicznie, z pełnym przekonaniem, głosem spokojnym, tonem zrównoważonym. A teoria brzmi, że tytuł w tym roku nie ma większego znaczenia, a od tego kto będzie mistrzem nie zależy absolutnie nic.

Jeśli mistrzem będzie Lech to najwyżej punkt, może dwa przed Legią. Jeśli mistrzem będzie Legia, to przewaga będzie być może ciut większa, ale też nie ma mowy o nokaucie. Być może różnica między światłością tytułu, a mrokami drugiego miejsca będzie grubsza niż włos na głowie Mariusz Jopa, nie znaczy to jednak, że należy ją przeceniać.

Zbierzmy kilka faktów. Że...

...Legia do tej pory wygrała wszystkie swoje dwumecze, jeśli jakiś przegra to być może ze Śląskiem (0:1 jesienią). Lech przegrał dwumecz z Legią i Jagiellonią, prawdopodobnie przegra też ze Śląskiem (0:3 jesienią).

...Puchar Polski Legia zdobywa po raz trzeci.

...62 punkty to najlepszy wynik klubu z Ł3 od 2008 roku (63), a jeszcze trzy kolejki przed nami. Punktów zapewne będzie co najmniej tyle samo niż w mistrzowskim roku 2006 (66). Szykuje nam się więc najlepszy sezon punktowy od roku 1997 (77), gdy w lidze grało 18 drużyn.

...(pamiętając o tym, że jeszcze trzy kolejki do końca) 53 bramki Legia strzeliła w sezonach 2006/2007 i 1999/2000, 56 w sezonie 2003/2004, 61 w 2002/2003. Wyniki 50+ to z całą pewnością nie jest norma.

...Lech Poznań idzie na swój punktowy rekord wszech czasów.

Zatem jak nie spojrzeć: mistrzostwo, czy nie, sezon ligowy Legii się udał, osiągnięcia zdecydowanie ponadprzeciętne. A jeśli Lech będzie o ten punkt, albo dwa lepszy? To już wola boża, pech wyjątkowy (z takimi wynikami tytuł w poprzednich latach świętowalibyśmy w kwietniu), nic więcej. Oznaczać to będzie tydzień zgrzytania zębami, tańsze wina pite na smutno, wysłuchanie ze dwa razy "Gdzie twoje berło..." i mniej więcej tyle.

A jeśli lepsza będzie Legia? Cóż, feta na Starym Mieście, zdarty głos Wojciecha Hadaja, wina nieco droższe spożywane na wesoło, ale równie szybko - rzyga się po nich mniej więcej tak samo. Doświadczenie uczy, że radość trwa równo 7 dni.

"Mistrzem Polski jest Legia..." na Ł3 będzie śpiewane przez cały przyszły sezon tak czy siak.

Z dwóch poprzednich tytułów mistrzowskich dla Legii nie wynikło absolutnie nic. Nie stanowiły żadnej podstawy, w Europę nas nie powiodły (a 1:6 z Valencią pobolewa do dziś) (EDIT: Franek mi zwrócił uwagę w komentarzach, że sezony mi się pomyliły), nie przekuły się w żadną trwalszą wartość, piłkarze je zdobywający nie stali się legendami, a wielu z nich nie dochrapało się nawet statusu ciekawymi anegdotami. To już 3. miejsce i Puchar Polski Skorży dały Legii więcej - w tym niezapomniane mecze ze Spartakiem i kuźnię Ligi Europejskiej, w której - czy ktoś podziela moje zdanie? - zaczęły się wykuwać dzisiejsze sukcesy.

Jasne, lubimy trofea. Wyciągałem już kiedyś na wierzch oczywistą dla wielu z Was oczywistość, że w Warszawie są tylko dwa miejsca do zajęcia w lidze: pierwsze oraz wszystkie pozostałe. Pamiętam złotą główkę Fedoruka, złotą goleń Svitlicy, złoty zamach Włodarczyka, tak samo pewnie zapamiętam stalowe nerwy Vrdoljaka. To wszystko bardzo miłe wspomnienia.

Ale ja od dwudziestu z hakiem lat nie chcę tylko trofeów. Na dłuższą metę okazują się one być jedynie ciekawostkami. Ja chcę Wielkiej Legii. Legii, która dominuje w kraju (może być do spółki z inną drużyną), jest groźna w Europie. I tylko takie rozwiązanie mnie interesuje. Jakaś sekwencja zdarzeń - nowy stadion, koniec protestu, dobry sezon w Lidze Europejskiej, trzy Puchary Polski, świetne owoce Akademii, wreszcie cały obecny sezon - która sprawia, że ponownie ożywa we mnie nadzieja na Wielką Legię. Że to już gdzieś na horyzoncie zdarzeń.

Ja znam tę nadzieję. Narzucała mi się już wielokrotnie, zawsze na koniec okazując się nieuzasadnioną. Legia "Zawsze Coś" Warszawa. Nie ufam tej nadziei, pomny doświadczeń. Ale jest. I jest coraz żywsza.

Tytuł spełnienia tej nadziei mi nie da - czemu miałby, skoro poprzednie okazywały się dość szybko tylko rozczarowaniami? Wielką Legię można budować dalej zarówno po mistrzostwie, jak i po drugim miejscu. Sprowadzać coraz lepszych piłkarzy, jeszcze lepiej doszlifowywać wychowanków, rozbudować zaplecze skautingowe i cały pion sportowy, w różnego rodzaju partnerstwach tworzyć strukturę, obejmującą coraz to nowsze pola, korzystać z doświadczeń klubów zagranicznych, ale też tworzyć własną jakość, niepowtarzalną i - co najważniejsze - efektywną.

Dużo ważniejsze rzeczy będą się w klubie działy latem, niż w najbliższych meczach. Prezes już się osadził, już błysnął raz czy drugi, teraz ma całą długą przerwę, żeby realizować swoją koncepcję. Tytuł może mu wprawdzie pomóc, ale drugie miejsce nie powinno przeszkadzać.

PS: Polecam się:

- NA FACEBOOKU.

- NA TWITTERZE.

poniedziałek, 14 stycznia 2013

U Dybala można przeczytać, czemu transfer Brzyskiego do Legii to dobra wiadomość. W skrócie 1) Bo na lewym skrzydle to w sumie nie wiadomo, kto ma grać 2) bo w końcu będzie miał kto bić rożne i wolne.

Koledzy z Konwiktorskiej też o Brzyskim mówią ciepło - zero sodówki, maksimum zaangażowania od linii do linii. Więc miło.

Uwagi na marginesie tego transferu są krótkie - Brzyski będzie wspaniale dośrodkowywał z rzutów rożnych i strzelał z wolnych pod jednym warunkiem: że w ogóle będzie grał. Od lat pieję (od tak zwanego "późnego Iwańskiego"), że Legia jak tlenu potrzebuje kogoś, kto potrafi kopnąć nieruchomą piłkę w okolice głów swoich kolegów. To jest główny element układanki, którego na Łazienkowskiej brakuje, a od 2007 roku co najmniej dwa mistrzostwa Polski zostały w ten sposób załatwione (Iwański do Arboledy w Zagłębiu, Mila do tych trzech, co są do siebie z daleka bardzo podobni, w Śląsku), w naszym grajdołku to naprawdę duży atut.

Z tym, że - jako się rzekło - najpierw trzeba grać. Do wolnych i rożnych na ławce mamy już Kiełbowicza na ławce, jego telekinetyczne umiejętności w zdobywaniu goli nie pomagają.

I tu dochodzimy do sedna - sens ten transfer ma tylko pod warunkiem, że Brzyski trafi do pierwszego składu. Bo jeśli będzie piłkarzem końcówkowym, to takie pieniądze można było wydać znacznie lepiej. Wawrzyniak poradzi sobie i bez konkurencji.

Oczywiście trzymam kciuki.

PS: No i wygląda na to, że z rywali do tytułu pozostał tylko Lech - otwarta dyskusja na FACEBOOKU.

sobota, 05 stycznia 2013



Cieszyłbym się ze zwolnienia Marka Jóźwiaka, gdyby nie przekonanie, że to nieprawda, że nie może być gorzej. Legia skąpi nam wyjaśnień, więc nie wiemy, co było przyczyną tego rozstania, nie wiemy na jakim etapie są te czy inne negocjacje, ani co z nich wyniknie. Pożegnanie z Jóźwiakiem nie jest ani dobre, ani złe. I nie w Jóźwiaku leżał sportowy problem Legii. Wywalanie jest proste, budowanie - dużo trudniejsze.

No niech będzie - trochę dobre to zwolnienie jest. Do Marka Jóźwiaka nigdy nie miałem pretensji, że jest słabym szefem tego, albo nieskutecznym dyrektorem ds. owego. Tępy ból zębów powodował sam fakt, że Jóźwiak w klubie o ambicjach dorównujących jedynie ego swoich kibiców w ogóle może o czymś decydować.

Będąc prostym człowiekiem, na futbolu rozumiejącym się umiarkowanie, zakładam, że dyrektor sportowy to jest gość. Wiecie, taki, który mówi "Mam wizję taką a taką, chcę z tego klubu zrobić to i tamto, a moim celem jest zwyciężanie na chwałę i ku pamięci potomnych". Dyrektor - zapewne z własnym gabinetem, asystentką i dyrektorską pensją - nie myśli o drużynie za miesiąc, tylko o drużynie za trzy lata. Jeśli jedynymi kompetencjami dyrektora sportowego jest znajomość języka francuskiego (czego efektem transfery Ouattary i Ljuboi) i przyjaźń z kolegą z boiska, który postanowił zostać managerem (Roger, Edson), to ja takim dyrektorem będę rozczarowany, nawet jeśli nie pojawiałby się na photo-opach w podartych jeansach.

Pretensje o konkretnego Blanco, Novo, Manu, czy Mezengę są nieistotne. Zło czaiło się w chaosie, przypadkowości i bezmyślności, które po prostu biły z całych serii decyzji. Jaką Legię Przyszłości widział pan dyrektor sportowy? Jaka spójna koncepcja stała za kolejnymi transferami, z których częściej niż co drugi okazywał się nie tyle rozczarowaniem, ile porządną klapą? Wreszcie - dlaczego pozwolono na wypuszczenie kluczowych zawodników w kluczowym momencie poprzedniego sezonu bez zapewnienia zastępstwa?

I wracam do tabliczki na drzwiach - bo niektórzy powiedzą, że to wszystko nie wina Jóźwiaka, tylko korporacyjnych trybów ITI. A ja odpowiem - dali ci stołek dyrektorski, to zachowuj się jak dyrektor. Albo daj spokój.

Dziś bez sprawdzania pamiętam speczaciąg, gdy na trybuny nowego stadionu wrócił doping, a przed meczem z Arsenalem Wojtek Hadaj próbując przekrzyczeć huczące fajerwerki, przedstawiał "Macieja Skorżę, trenera skazanego na sukces": Vrdoljak, Cabral, Mezenga, Manu, Antolović, Kneżewić - chłopaki z plakatu. To był ten czas, w którym drużyna dostała wszystko, czego trzeba do sukcesu. I o sukces nawet się nie otarła. Wśród winnych w moim rankingu Jóźwiak zajmuje solidne pierwsze miejsce.

Zatem nie będę za nim tęsknił, ale zaznaczam, że ta zmiana to dużo za mało, żebym uwierzył, że kierunek jest przemyślany, a przyszłość świetlana. Wielką nadzieją tej drużyny jest Akademia - nawet nie przez fakt, że produkuje Furmanów i Łukasików, tylko dlatego, że świadczy o tym, że mimo wszystko ktoś w tej Legii myśli intensywniej, niż dwa posunięcia naprzód. Oby pożegnanie z dyrektorem ds. transferów wpisywało się w ten trend.

PS: Na FACEBOOKU jestem dla Jóźwiaka jeszcze bardziej bezlitosny.

czwartek, 22 listopada 2012

Zostałem do tego zobowiązany tytułem programu.



Kłótnia do obejrzenia tutaj: Pokłóćmy się o Legię.

poniedziałek, 19 listopada 2012

Mój plan na Lecha (z Jędrzejczykiem na środku obrony) się sprawdził i to mimo zawartej w nim uwagi o tym, że "Gol w środku pomocy daje jednak więcej pewności niż Furman". Oczywiście sprawdziłby się znacznie gorzej, gdyby Lech miał w drużynie jakiegoś napastnika.

Trudno nie widzieć w Legii głównego kandydata do tytułu, ja - mimo tradycyjnego pesymizmu - myślę wręcz, że to kandydat jedyny. Niedzielny mecz pokazał, ile mistrzowskiej jakości ma Lech, gra Polonii jest zbyt uboga, żeby jej passa mogła trwać, Śląsk to ciamajdy (Mila określił się dziś mianem "piłkarskiego debila", więc "ciamajdy" to w zasadzie pochwała), Górnik... no, może Górnik, ale naprawdę ktoś wierzy, że Górnik? Już od zeszłej rundy wiadomo, że w Polsce jedyną drużyną, która może powstrzymać Legię w mistrzowskim marszu jest Legia - choć trzeba przyznać, że do tego powstrzymywania ma i talent i umiejętności i doświadczenie.

Jest jeszcze kalendarz Majów, ale zostawmy ten temat na chwilę.

Skoro już udało mi się Legię koronować, to rozważmy sobie przez chwilę taki nieprawdopodobny wariant, że tytuł jedzie gdzie indziej. To naprawdę niezwykłe ćwiczenie intelektualne. Taki bowiem scenariusz oznacza koniec Legii.

Będziemy mieli wtedy klub, który w idealnych warunkach, na świetnym stadionie i bez rywali po raz kolejny przegrywa sezon. To będzie klub z pustkami w kasach, bez kibiców (starzy sobie poszli, nowi nie przyjdą bez sukcesów), zmuszony do wyprzedaży rodowych sreber, z właścicielem, który coraz mnie interesuje się nie tylko klubem, ale w ogóle piłką nożną. Z przyzwoitą Akademią produkującą towar do jak najszybszego eksportu.

Brak mistrzostwa to ostateczny upadek koncepcji ITI, bez żadnych nadziei na poprawę. Łatwiej już nie będzie.

Oczywiście koncepcja ITI-PATATAJ ma wielu zwolenników, pytanie co potem. Wiara, że przyjdzie inwestor ze znaczącymi sumami to oczywiście nic złego, podobnie jak wiara w to, że globlane ocieplenie to mit. W każdym razie obawiam się, że Legię bez mistrzostwa trzeba będzie wymyślać od zera.

Co, jak uczy doświadczenie, oznacza straszną mękę.

PS: Na Facebooku odbywa się wspólne czytanie wiaralecha.pl. Bardzo przyjemnie :)

| < Lipiec 2018 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
            1
2 3 4 5 6 7 8
9 10 11 12 13 14 15
16 17 18 19 20 21 22
23 24 25 26 27 28 29
30 31