Legia Warszawa - lata udręki, przerywane krótkimi okresami nieuzasadnionej nadziei
RSS
czwartek, 27 maja 2010

Bo jestem przekonany, że coś jest. Tylko jeszcze nie wiem, co.

27-letni defensywny pomocnik, podstawowy zawodnik mistrza Chorwacji (cztery lata z rzędu), który chce wyjechać za granicę, warty jest milion euro i trafia do Legii, która nie gra w pucharach? Jak ja mam uwierzyć, że tu wszystko jest w porządku? Skoro jest taki dobry, to dlaczego nie pojechał do Bundesligi? Albo do Szwajcarii? Albo do Austrii? Tam, gdzie pieniądze są większe, a kibice kibicują?

Mam wrażenie, że gdyby on był rzeczywiście taki dobry, to nie trafiłby do Legii. Już dawno ktoś by go odkrył i kupił. Po prostu.

A swoją drogą Marek Jóźwiak witając nowych zawdoników na lotnisku wraz z klubowym fotgrafem (dziś oprócz Chorwata witał też Mezengę) mógłby założyć niepodarte spodnie. Nawet jeśli te dziury są robione fabrycznie. Ja rozumiem, moda. Ale bez przesady.

 

(fot. legia.com)

piątek, 21 maja 2010

Przerwa na blogu spowodowana rowerowymi wakacjami w Krakowie. Zamiast roweru trzeba było wziąć kajak. A skoro już o Krakowie...

Tuż przed wyjazdem starałem się tłumaczyć kolegom, dlaczego uważam, że Maciej Skorża w Legii to dobry pomysł. Nie udało się ich przekonać. Mówią tak:

1. Lepszy byłby dobry trener z zagranicy.

To prawda. A podobno po finale Ligi Mistrzów Mourinho będzie chciał zmienić klub. Problem polega na tym, że po pierwsze musimy sobie zdać sprawę, w jakich warunkach my tu żyjemy - podejrzewam, że opcja "Andrzej Strejlau" wcale nie była na Łazienkowskiej zbywana śmiechem, a nawet jeśli, to już na pewno ktoś poważnie myślał o Michale Probierzu. Krótko mówiąc - lepszy Skorża w garści, niż zagraniczny trener na dachu. Nazwijcie mnie minimalistą.

Poza tym zostajemy z pytaniem, czy jakiś rozsądny trener z zagranicy chciałby przyjść do Warszawy. Argumentem na tak jest Bakero, argument na nie to "a jaki on tam rozsądny". Opowieści o trenerach klasy Camacho można spokojnie odłożyć na półkę z bajkami o Lidze Mistrzów w 5 lat po przyjściu ITI do Legii. Raczej wylądowalibyśmy z kimś pokroju Dragomira Okuki (albo samym Okuką). Ja wolę Skorżę.

2. Skorża to nie jest trener na Ligę Mistrzów.

To prawda. Byt wyobrażony (z trudem) "Wielka Legia regularnie kwalifikująca się do Ligi Mistrzów" ma innego trenera - pewnie nawet zagranicznego. Tylko, żeby zakwalifikować się do Ligi Mistrzów, najpierw trzeba zdobyć mistrzostwo i na to się nic nie poradzi. Do zdobywania mistrzostwa Skorża się zdecydowanie nadaje. Krok po kroku - jeśli Skorża zdobędzie jeden czy dwa tytuły i zobaczymy, że to wszystko, na co go stać - wrócimy do tematu.

Że niby trzeba myśleć perspektywicznie? Być może. Sześć lat perspektywicznego myślenia ITI skończyło się ładnym stadionem i katastrofą sportową. Niech więc właściciele przestaną myśleć perspektywnicznie, bo to im nie wychodzi, a zajmą się robieniem drużyny, która wygrywa w polskiej lidze. Tak na dobry początek.

3. Levadia Tallin.

To prawda. Ja wierzę, że Skorża umie wyciągać wnioski ze swoich błędów.

4. Problemem Legii nie jest trener. A w każdym razie nie jest to problem główny.

To prawda. Problemem Legii jest w tej chwili w zasadzie wszystko. Potrzebni są piłkarze, którzy umieją grać w piłkę, potrzebny jest dyrektor sportowy, który umie zbudować silną drużynę, potrzebni są kibice na stadionie, którzy dopingują, potrzebny jest spec od przygotowania fizycznego, który ogranicza liczbę kontuzji wśród obrońców do przynajmniej trzech.

Ale trener też się przyda.

PS: Krótko o mistrzostwie Lecha - przypomniała mi się wizyta kolegów z Poznania na meczu w Warszawie jesienią. Zgodziliśmy się, że Lech po odejściu Smudy zamiast kroku w przód, zrobił dwa w tył. Na Łazienkowskiej zagrała drużyna niebudząca żadnego strachu, ani respektu. Wygrana Legii 2:0 przyszła łatwo i bez większych emocji.

Drżenia serca nie wywoływał też mecz wiosenny - ale tym razem dlatego, że byłem przekonany, że jedyne dobre, co się może Legii przydarzyć to porażka nie więcej jedną bramką. W zwycięstwo, a nawet remis nie wierzyłem nawet przez chwilę.

Jeszcze wrócę do tematu.

poniedziałek, 10 maja 2010

Wiadomo było, że na otwarcie nowego stadionu Legia zagra z Arsenalem. Zachodziła obawa, że klub z Londynu wprawdzie przyjedzie, ale zagra rezerwowym składem. Teraz to już bezzasadne - oto komunikat klubu:

Wyczekiwane z niecierpliwością wielkie otwarcie Nowego Stadionu Legii Warszawa odbędzie się w sobotę 7 sierpnia. Główną atrakcją szykowaną przez Legię jest mecz z Arsenalem Londyn.

- Miło mi poinformować wszystkich kibiców, sympatyków, przyjaciół Legii, że gościem wyjątkowego w historii naszego klubu wydarzenia, będzie słynny londyński Arsenal. Cieszę się, że udało nam się zakontraktować mecz z tak renomowanym przeciwnikiem. To rywal światowej klasy. Szykuje się wielkie święto – mówi Prezes Legii Warszawa Paweł Kosmala.

Super, ale pierwsza kolejka ekstraklasy wypada w weekend 6-8 sierpnia. Czyli nieważne, jaki skład wystawi Arsenal, bo my i tak zagramy składem Młodej Ekstraklasy. Chyba, że Młoda Ekstraklasa też będzie wtedy grać - wtedy zagramy Młodymi Wilkami. Niech się ogrywają.

Chyba, że PZPN odpuści Legii pierwszy mecz. Ale w sumie czemu miałby?

Jest też taka możliwość, że nowa strategia klubu nie opiera się na lidze, tylko na zarabianiu na meczach towarzyskich z atrakcyjnymi rywalami z zagranicy. Też metoda.

Zbieram się do napisania tekstu o tym, że lepiej będzie, jak Legia nie awansuje do pucharów, a tu nagle legenda klubu mówi tak:

- Najlepiej będzie jak ta drużyna w ogóle nie awansuje do europejskich pucharów. Z tego mogą być same kłopoty. Młodzi piłkarze nabawią się kompleksów. Wylosują jakichś Gruzinów, dostaną w tyłek i potem długo będą chodzić ze zwieszonymi głowami. Jak jeszcze pierwszy mecz będzie na wyjeździe, to dojdzie finansowa klapa, bo kibice nie przyjdą na rewanż.

Owym klubem jest wprawdzie Ruch, a legendą Gerard Cieślik, ale coś jest na rzeczy.

 
1 , 2 , 3
| < Maj 2010 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
          1 2
3 4 5 6 7 8 9
10 11 12 13 14 15 16
17 18 19 20 21 22 23
24 25 26 27 28 29 30
31